Translate

sobota, 31 sierpnia 2013

Cursive - Such Blinding Stars For Starving Eyes (1997)

Inicjujące album „After The Movies” to zanurzona w smutnym klimacie miłosna historia, implodująca do rozmiarów totalnie rozemocjonowanego melodramatu. Zaczyna się dość niepozornie, obrazkiem pary wpatrzonej w siebie na parkingu, tuż po filmie. Ona pocałowała jego, on pocałował ją, jedna noc niczym wieczność…

17693
6.5/10
„After The Movies” to esencja poetyki złamanego serca. Obrazowy, niemal namacalny sposób w jaki Kasher wynosi doznania tej jednej chwili na wyżyny: "In the movies Well, they never had it so good One moment, So infinite ,On soft wet lips..." Zapewniam, że mało kto tak potrafi. Tym bardziej bolesna wydaje się druga część utworu, w której mamy już tylko rozpacz, poczucie straty i rozpamiętywanie tego co piękne było kiedyś. Wiem, wiem – płaczliwe emo w czystej postaci, ale w tym przypadku odwołujące się do prawdziwych korzeni gatunku.

Szkoda, że takiego natężenia wrażeń nijak nie podjęli się dalej. Kolejnymi piosenkami najpierw stopniowo obniżają loty, a potem już suną równo na mniej więcej podobnej wysokości. Lepiej niż zadowalająco brzmi jeszcze „Downhill Racers” – konstrukcja rzężących gitar, ładnych melodii, wpadania w stany uniesienia i opadania w nastrój. Zapada w pamięć charczane przez Tima “Running down, Losing speed, Time escapes us, Timing's everything” i boczny wokal jakby w stylu Archers Of Loaf co powtórzy się chwilę dalej w prawie równie dobrym „Ceiling Cracks”.

Próbka stylu zademonstrowana na wcześniejszym singlu i EP’ce na „Such Blinding Stars” odnajduje swe rozwinięcie. Cieszą takie kawałki jak „Vermont”, „Eight Light Minutes”, „Dedication To Desertion”, “Warped Wood Floors”. Ciarki przejdą jednak po plecach bardziej wyczulonych znawców dźwięków przy niektórych gwałtownych wrzaskach jakie nasz Timothy ochoczo z siebie wydaje choćby w “Dirt Of The Vineyard” czy „Retirement”. Podsumowując - na perfekcyjne, finezyjne krążki przyjdzie dla nich czas. Cursive datowane na 1997 to obiecujący, młody band, z wyraźnie zarysowanym potencjałem, całkiem urokliwymi utworami, ale i garścią wad, które ja osobiście jestem w stanie dość łatwo przełknąć.


Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Usłyszeć głos patriotów

Recenzja płyty "Głos Patriotów" wydanej w roku 2011. Zespół Horytnica, grający muzykę tożsamościową, stworzył świetny krążek o polskiej historii i teraźniejszości.

“Nie dane Wam było młodością się cieszyć,
z dzieciństwa swojego korzystać beztrosko.
Piękno tych dni zmieniło się w piekło,
a potem już tylko nastała ciemność.

Umieraliście tak młodo,
ulicami płynie Wasza krew.
To stolica płonie w smutku,
śmierć zabiera wszystkie dzieci jej”


Horytnica - “Mały Powstaniec”




Absolutna rewelacja

Horytnica jest jednym z tych zespołów muzycznych, które sprawiają, że otaczający nas świat staje się lepszy. Ta założona w 2007 roku grupa, grająca rock tożsamościowy, przywraca wiarę w to, że polskie zespoły narodowe mogą tworzyć naprawdę dobrą i ambitną muzykę. Płyta “Głos Patriotów”, wydana w roku 2011, to absolutna rewelacja, którą po prostu trzeba poznać. Krążek zawiera czternaście utworów, a część z nich to małe dzieła sztuki, które mogą powalić na kolana nawet największego twardziela. Wiele z zapisanych na CD kawałków porusza tematy związane z polską historią. To właśnie one są najpiękniejsze i czynią Horytnicę formacją godną najwyższego szacunku.


Dzieciństwo i wojna

Piosenkami, które najbardziej trafiają do mojego serca, są “Mały Powstaniec” i “Katyńskie Łzy”. W tej pierwszej słyszymy nie tylko muzykę i śpiew, ale również liczne efekty specjalne, które pobudzają naszą wyobraźnię i przenoszą nas do roku 1944. Odgłosy wybuchów i strzałów, zawarte w “Małym Powstańcu”, kontrastują z pełnym czułości tekstem, w którym podmiot liryczny podkreśla niewinność młodych żołnierzy. Właściwie, mamy tutaj dwoje nadawców, gdyż niektóre fragmenty są wykonywane przez mężczyznę, a inne przez kobietę. Co to za niewiasta? Tożsamość śpiewającej nie jest znana, ale Internauci zwracają uwagę na fakt, że jej głos jest podobny do głosu wokalistki Battlefield.


Pytania i oskarżenia

W “Małym Powstańcu”, już na samym początku, padają trudne pytania, na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Czy dzieci, które uczestniczyły w powstaniu warszawskim, były świadome tego, w czym brały udział? Jeden z podmiotów lirycznych wypytuje młodych walczących: “Co Wami kieruje? Czy jest to odwaga? A może to tylko dziecinna zabawa - z patykiem w ręku na wroga iść?”. W drugiej zwrotce pojawiają się mocne, oskarżycielskie, despotyczne słowa. Nie wiadomo, czy są one skierowane do hitlerowców, czy do organizatorów samobójczego zrywu: “Oddajcie im młodość, którą zabraliście. Oddajcie im wolność, którą zhańbiliście. Oddajcie im sny w spokojnych ich domach. Oddajcie rodziców, oddajcie znajomych“.


“Śpijcie słodko, me aniołki”

Później mamy część psychologiczno-opisową, w której znajduje się sugestywna wizja: “W swoich małych rękach ogromny karabin, a w kieszeni granat, w drugiej list do mamy”. Dzieło kończy się uroczystym zwrotem do małych powstańców: “Śpijcie słodko, me aniołki. Kule wroga już niegroźne Wam. Teraz już Was nie dostaną wrogie szpony okupanta łap”. Omawiany fragment jest wyjątkowo wzruszający i może wyciskać z ludzkich oczu łzy. Zespół Horytnica chyba sam to zauważył, bo instrumentalna wersja “Śpijcie słodko…” jest słyszalna także pod koniec “Epilogu” (ostatniego kawałka z płyty “Głos Patriotów”). Utworu “Mały Powstaniec” po prostu należy posłuchać. Powinien to zrobić każdy, nawet ten, kto nie ma ochoty zapoznać się z całą płytą.


Pieśń o Katyniu

Inną kompozycją, która robi na odbiorcy ogromne wrażenie, jest wspomniany wcześniej numer “Katyńskie Łzy”. Podobnie, jak w “Małym Powstańcu”, mamy tutaj wiele efektów specjalnych zbliżających piosenkę do słuchowiska radiowego. Doskonale dobrane dźwięki, otwierające nagranie, wywołują w umyśle słuchacza konkretne obrazy. Ćwierkanie ptaków, warczenie samochodu, złowrogie strzały - to wszystko wprawia w ruch człowieczą imaginację. Dzieło jest spokojniejsze, ale również cięższe od utworu opisanego w poprzednich akapitach. W “Katyńskich Łzach” wokalista śpiewa mocnym, pełnym bólu głosem, a w tle słychać czasem metafizyczną wokalizę kobiety. Oba efekty, połączone z przytłaczającą muzyką i ponurą problematyką, przypominają nieco metal gotycki.


Znamię na duszy

Tym bardziej, że w kompozycji - oprócz gitar i perkusji - odzywają się niekiedy klasyczne instrumenty. “Katyńskie Łzy” są niesamowicie melodyjne, warstwa brzmieniowa wydaje się pulsować i falować, a to wszystko idzie w parze z poruszającym tekstem (“Tak jeden za drugim podawał swe nazwisko. Ostatnie to słowa w ich życiu. Ostatnie pytanie, ostatnia odpowiedź. I jedna kula, to wszystko”). Gdy piosenka się kończy, słuchacz jeszcze przez jakiś czas nie może dojść do siebie. Za dużo emocji, za dużo refleksji, za dużo prawdy… “Katyńskie Łzy” rozbijają odbiorcę na tysiąc drobnych kawałków. Pieśń, niczym poważne doświadczenie życiowe, wypala w ludzkiej duszy pewne znamię. Nie opuszcza świadomości słuchającego, tylko pozostaje w niej na zawsze.


Inne propozycje (cz. 1)

Pozostałe utwory z krążka “Głos Patriotów” także są znakomite, choć już nie tak wybitne jak kawałki o Warszawie i Katyniu. “Prolog” i “Epilog” to klamra czyniąca CD dziełem pełnym i zamkniętym. “Honor Legionisty” mówi o czasach zaborów i o cierpieniu rodzin powstańców. “Kraj Zdradzony” zawiera subtelne aluzje do słowiańskiego rodzimowierstwa (“Pioruna grzmot, kamienny grot, kiedyś ocalą te strony. Dęby wyrosną, zapachnie wiosną, kraj będzie ocalony”). “Lisowczycy” przywracają pamięć o siedemnastowiecznej kawalerii polskiej i o toczonych wówczas konfliktach zbrojnych.


Inne propozycje (cz. 2)

“Już Nie Musimy Umierać” dotyka tematyki współczesnej, a ściślej: szerzącego się w pewnych kręgach kosmopolityzmu. “Sierp i Młot”, którego brzmienie przywodzi na myśl twórczość rosyjskiej Arkony, krytykuje obłudę byłych komunistów. “Świty Zmartwychwstania” to piosenka sakralizująca naszą Ojczyznę (nie tylko poprzez nawiązanie do dziejów Jezusa, ale również poprzez wzmiankę o “anielskich skrzydłach”). “Kochana Ma Polsko” jest hołdem złożonym rodzimym krajobrazom i symbolom narodowym. “Pamięć i Duma” stanowi kolejną już pochwałę osób walczących w obronie Polski.


“Śląski Rycerz” i “Słowiańska Armia Pracy”

Na szczególną uwagę zasługują kawałki “Śląski Rycerz” i “Słowiańska Armia Pracy”. Ten pierwszy jest - według mnie - najbardziej radykalny pod względem treściowym. Podmiot liryczny, przemawiając do nieżyjącego powstańca śląskiego, opowiada o aktualnych problemach związanych ze Śląskiem. W tekście da się wyczuć oburzenie spowodowane działalnością tamtejszych autonomistów. Co do “Słowiańskiej Armii Pracy”, jest to utwór nawiązujący do estetyki socrealistycznej. Pojawiają się w nim sformułowania typu “stalową wznosząc pięść”, “biją serca maszyn”, “ramiona dźwigów wzwyż”, “kolejne stają piętra”, “naród-bohater wznosi gmach”, “krew, co spaja stal“. Nic dziwnego, że “Słowiańska…” tak bardzo się podoba działaczom nacjonalistyczno-robotniczej Zadrugi.


Grzecznie i umiarkowanie

Horytnica gra naprawdę dobrze. Większość piosenek, zarejestrowanych na krążku “Głos Patriotów”, jest chwytliwa i świetnie skomponowana. Kompozycje zazwyczaj są rytmiczne, dynamiczne i pełne energii, ale absolutnie nie agresywne. Zespół niewątpliwie tworzy muzykę mocnego uderzenia, jednak nie jest ona aż tak ostra, jak mogłoby się wydawać. Przeciwnie: utwory Horytnicy brzmią raczej grzecznie i umiarkowanie. Dotyczy to zresztą nie tylko warstwy dźwiękowej, ale także tekstowej. Formacja prezentuje to, co najlepsze w polskim patriotyzmie i nacjonalizmie. Myślę, że wiele z jej kawałków (jak chociażby “Mały Powstaniec”, “Katyńskie Łzy“ czy “Słowiańska Armia Pracy“) nadawałoby się do odtwarzania w mediach głównonurtowych.


Jedyne zastrzeżenie

Czy w twórczości Horytnicy jest coś, co mi się nie podoba? Cóż, mam pewne zastrzeżenia do pana wokalisty. Mężczyzna śpiewa czysto i dźwięcznie, nie fałszuje, ale trudno go uznać za wybitnie uzdolnionego śpiewaka. Jego głos wcale nie jest brzydki, ale - niestety - mieści się w granicach przeciętności. Frontman nie prezentuje jakichś nadzwyczajnych umiejętności wokalnych. Radzi sobie z melodiami, czuje rytm, ma wyćwiczone struny głosowe, ale to wszystko, co można o nim powiedzieć. Dokładnie tak samo przedstawia się sytuacja wokalistki, rzekomo pochodzącej z grupy Battlefield. Ona też śpiewa poprawnie, jednak nie wprawia słuchacza w stan ekstazy estetycznej. Reasumując: nie jest źle, chociaż mogłoby być lepiej.


Zakończenie

Polecam “Głos Patriotów” zarówno narodowcom, jak i innym osobom pragnącym posłuchać porządnego CD. Płyta jest ciekawa i powinna zostać dostrzeżona przez miłośników rockowych brzmień. Warto ją poznać również ze względu na patriotyczne teksty, tak często odnoszące się do historii naszego Kraju. Jeśli chodzi o mnie, to mogę powiedzieć, że aktualnie Horytnica jest jedną z moich ulubionych kapel. Ma to bardzo duże znaczenie, gdyż należę do ludzi wybrednych, którym podoba się niewiele rzeczy.


Natalia Julia Nowak,
21-22 lipca 2012 roku



Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

piątek, 30 sierpnia 2013

Muzyka narodowa od prawa do lewa

Przegląd zespołów muzycznych o profilu patriotycznym i/lub nacjonalistycznym. Prezentacja grup: Legion, Twierdza, Bastion, Forteca, Zjednoczony Ursynów, Leszek Bubel Band, Klasa Pracująca, Robotniczy Front i Sztorm68.

“Polska to nie jest tylko państwo.
To historia - na przemian radosna i smutna.
Polska to wielka Idea i Naród,
krew męczenników i wieczna niepewność jutra”


Twierdza - “Nasza Tożsamość”



Wprowadzenie

Niniejszy artykuł stanowi przegląd zespołów muzycznych mających coś wspólnego patriotyzmem i/lub nacjonalizmem. Zdecydowałam się zaprezentować grupy o różnym zabarwieniu politycznym: od prawicowego Legionu, przez centrowy Leszek Bubel Band aż po lewicowy Sztorm68. Celem mojej publikacji jest pokazanie różnorodności polskich formacji narodowych. Żadna z nich nie głosi treści całkowicie zbieżnych z moim narodowo-socjaldemokratycznym światopoglądem.

Moje idee to patriotyzm, pozytywny nacjonalizm, solidaryzm słowiański, eurosceptycyzm, antyglobalizm, umiarkowany antykapitalizm, państwo opiekuńcze, liberalizm obyczajowy, ateizm, laicyzm, antyklerykalizm i humanistyczny racjonalizm. Popieram demonstrowanie miłości do Polski i Polaków, sprzeciwiam się zaś atakowaniu innych Narodów, narzucaniu rodakom wiary katolickiej, incydentom homofobicznym/transfobicznym oraz wzywaniu do wprowadzenia skrajnego socjalizmu. Jestem totalnym wrogiem Unii Europejskiej, ale nie mam nic przeciwko współpracy słowiańsko-słowiańskiej. Mówię “NIE” autonomii Śląska, a “TAK” zerwaniu konkordatu.

W Polsce nie ma zespołów łączących postulaty nacjonalistyczne z socjalliberalnymi, zatem jestem skazana na kapele, z którymi zgadzam się połowicznie. Nie mówmy jednak o mojej orientacji politycznej. Przejdźmy do charakterystyk wybranych formacji narodowych. Uwaga! W niniejszym tekście nie ma nic o Horytnicy i Irydionie, ponieważ opisałam te grupy w artykułach “Usłyszeć głos patriotów” i “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”. Życzę przyjemnej lektury!


Legion

Założony na przełomie 1990 i 1991 roku Legion to zespół rockowy cieszący się ogromnym szacunkiem w kręgach zachowawczych i narodowo-radykalnych. Grupa reprezentuje światopogląd patriotyczny, katolicki, konserwatywny, reakcyjny i monarchistyczny (na te dwie ostatnie idee wskazują utwory “Pieśń o Starej Europie”, “Wandea” i “Sarmaci”). Tematyka piosenek, nagrywanych przez formację, obraca się wokół obrony starego porządku świata i walki ze zjawiskami uznawanymi przez Kościół za niewłaściwe. Kapela czerpie inspiracje z historii, o czym świadczą nie tylko nagrania wymienione w nawiasie, ale również antykomunistyczny kawałek “1920”.

Zespołowi zdarza się jednak łączyć przeszłość z teraźniejszością: w “Krzyżowcach XX Wieku” podmiot liryczny porównuje współczesnych prawicowców do uczestników wojen krzyżowych. Grupa stworzyła ponadto hymn na cześć Obozu Narodowo-Radykalnego (“ONR”), utwór nawiązujący do terceryzmu (“Trzecia Droga”), balladę o celtyckiej krainie umarłych (“Avalon, Wyspa Mgieł”) i wiele innych perełek. Wokalistą formacji jest Tomasz J. Kostyła, będący także fotografem, poetą i publicystą. Nazwisko artysty figuruje na liście członków Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości. Warto wiedzieć, że Kostyła przyczynił się do powstania “Antologii Polskiej Poezji Tożsamościowej” - książki z wierszami prawicowymi i patriotycznymi.


Twierdza

Zespół tożsamościowy działający w latach 1999-2003. Według polskojęzycznej Wikipedii, był on powiązany z narodowo-katolicką Młodzieżą Wszechpolską. Autor hasła nie uściślił, na czym polegało owo powiązanie, więc trudno powiedzieć, czy Twierdza była nadworną orkiestrą Wszechpolaków, czy po prostu formacją sympatyzującą z tym ruchem. Grupa, podobnie jak Legion, ma na koncie piosenki poświęcone przeszłości i teraźniejszości.

Utwory dotykające tematyki historycznej to np. “Nieznany Żołnierz” i “Monte Cassino”. Do kawałków, w których podmiot liryczny skupia się na współczesności, należą nagrania “Expressis Verbis” (śmiałe, bezkompromisowe, oskarżycielskie) i “Świadectwo” (piętnujące m.in. emigrację). Dosyć kontrowersyjnym dziełem Twierdzy jest “Iberyjski Wojownik” wyrażający podziw dla generała Franco. We wspomnianym utworze pojawia się sformułowanie “generał Franco niesie zdrajcom śmierć”.


Bastion

Kapela spod znaku drapieżnego i hałaśliwego rocka. Jak podaje oficjalna strona grupy, Bastion powstał w roku 2000 i początkowo posługiwał się nazwą Pussydriver. Formacja nie wydała jeszcze indywidualnego CD, ale zaznaczyła swoją obecność na składance “Twardzi Jak Stal. Muzyczny Hołd Dla Narodowych Sił Zbrojnych” (umieszczono tam utwór pt. “Tożsamość”). Opublikowała też “Alteri Vivas Oportet, Si Vis Tibi Vivre” - coś, co na witrynie internetowej zostało określone jako “archiwalny materiał dostępny na winylu”. Bastion, pomimo skromnego (aczkolwiek obiecującego!) dorobku, koncertował w wielu polskich miastach. Dla swoich fanów przygotował specjalne koszulki, które można zamówić za pośrednictwem Sieci.


Forteca

Zespół grający dwa rodzaje piosenek. Tym pierwszym są utwory z oryginalnymi tekstami, a tym drugim - kawałki wykorzystujące twórczość znanych polskich poetów. Członkowie Fortecy ilustrują dźwiękami wiersze Tadeusza Gajcego, Władysława Broniewskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i innych autorów. Można zatem powiedzieć, że znaczna część ich nagrań to poezja śpiewana. Bardzo udane są interpretacje “Pieśni o Żołnierzach z Westerplatte” i “Elegii o… (Chłopcu Polskim)”. Co do piosenek z tekstami unikalnymi, wypada wspomnieć o utworze “Forteca”. Padają w nim bowiem słowa “Forteca, Forteca, ostatni bastion Polski”. Niewykluczone, że jest to manifest artystyczny tej wyjątkowej formacji.


Zjednoczony Ursynów


Patriotyczny squad hip-hopowy nagrywający utwory na wysokim poziomie. Grupa wysławia Polskę i Warszawę, porusza tematy znane z ojczystej historii, podkreśla znaczenie wartości rodzinnych oraz manifestuje swoją wiarę w Boga. Teksty Zjednoczonego Ursynowa są napisane z ogromną swadą i zawsze świetnie się rymują. Często występują w nich aluzje literackie do dzieł polskich i europejskich autorów, a także popularne łacińskie sentencje. Formacja rapuje jednak nie tylko o polskości i tradycjonalizmie, ale również o piłce nożnej (kawałek “Czarna eLka” to panegiryk na cześć Legii Warszawa). Squad doczekał się kilku przyzwoicie zrealizowanych teledysków. Jednym z nich jest video clip ilustrujący utwór “Miasto Moje”.

Przy hip-hopowej grupie działa Stowarzyszenie “Zjednoczony Ursynów”, które - według informacji opublikowanej na stronie internetowej - “ma na celu propagowanie patriotyzmu wśród Polaków”. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, ugrupowanie zamierza “organizować wykłady historyczne i warsztaty muzyczne z udziałem profesorów historii i profesjonalnych muzyków”. Na razie Stowarzyszenie “ZU” realizuje swoją misję poprzez wydawanie patriotycznych krążków i uczestnictwo w wydarzeniach typu Marsz Niepodległości. Raperzy ze Zjednoczonego Ursynowa koncertowali razem z antykomunistycznym bardem Andrzejem Kołakowskim. Nagrali też piosenkę z gościnnym udziałem Kotziego.


Leszek Bubel Band

Formacja utworzona przez Leszka Bubla: byłego posła, prezesa Polskiej Partii Narodowej, redaktora naczelnego tygodnika “Tylko Polska”. Początkowo zespół koncentrował się na komponowaniu satyrycznych kawałków disco-polowych i popowych, później jednak zaczął tworzyć utwory poważniejsze i ambitniejsze. Najbardziej znanym nagraniem LBB jest “Longinus Zerwimycka” - prześmiewcza piosenka, która zbulwersowała środowiska ceniące poprawność polityczną. Grupa słynie z ogromnej aktywności i zamiłowania do muzycznych eksperymentów. W latach 2008-2010 udało jej się wydać aż sześć zróżnicowanych płyt (“Longinus Zerwimycka”, “Elyty”, “Biało-Czerwona Krew. W Hołdzie Narodowym Siłom Zbrojnym”, “Żołnierze Wyklęci”, “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”, “Życie i Śmierć dla Narodu”).

Utwory formacji Leszek Bubel Band poruszają najrozmaitsze tematy: wyśmiewają osoby publiczne i konkurencyjne partie (“Rebe Muchomorek”, “Bolek Wałęsa”, “Epitafium Dla LPR“), krytykują popkulturę i konsumpcyjny styl życia (“Masakra”, “Doda Elektroda“, “Roślinki“), upamiętniają żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (“Modlitwa NSZ”, “Pieśń Partyzancka NSZ”, “Szczerbiec NSZ“), chwalą Romana Dmowskiego (“Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”), wyrażają poparcie dla polsko-węgierskiej przyjaźni (“Polak-Węgier Dwa Bratanki”), oddają hołd ks. Jerzemu Popiełuszce (“Kazanie Ks. Jerzego”). Nie da się wymienić wszystkich zjawisk i problemów komentowanych przez LBB. Najbardziej monumentalnym dziełem grupy jest trwająca ponad 13 minut kompozycja “Elity”. Zarejestrowano ją na płycie “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”.


Klasa Pracująca

Projekt muzyczny, za który odpowiada Adam, twórca licznych przedsięwzięć tego typu. Ten jednoosobowy zespół ma charakter narodowo-robotniczy: patriotyczny, a zarazem antykapitalistyczny. Solista śpiewa o biedzie, niepewności jutra, dysproporcjach społecznych, niegodnym traktowaniu pracowników i bezrobociu obejmującym nawet przedstawicieli inteligencji. Krytykuje obecny porządek polityczny, który - według niego - jest atrapą demokracji i przyczyną cierpienia milionów ludzi. Apeluje o osądzanie III RP na równi z Polską Rzeczpospolitą Ludową. Często manifestuje swój patriotyzm i panslawizm, np. poprzez wspominanie o ojczystych symbolach i słowiańskiej dumie. Wydawcą Klasy Pracującej jest należące do Adama miniwydawnictwo Gniew Ludzi Pracy.

Pod względem brzmieniowym, Klasa Pracująca stanowi dosyć spokojne Oi! (podgatunek punk rocka). Jeśli chodzi o teksty, to można pogratulować Adamowi celnych uwag typu “Nasi rodzice myśleli, że po upadku komunizmu coś tu zmieni się. No i faktycznie zmienił się kraj. Teraz mamy biedę razy dwa” albo “Teraz mamy demokrację, możesz mówić to, co chcesz. Możesz sobie krzyczeć do woli, nikt nie będzie słuchał cię”. Piosenka “Kolorowy Świat” ma taką samą melodię jak “Maszyna” Reaktora37. “Muzyka Biedoty“ sprawia zaś wrażenie coveru R37. Pytanie: czy Reaktor37 to jedno z wielu artystycznych przedsięwzięć Adama? Głos mężczyzny z R37 brzmi podobnie do głosu naszego znajomego patrioty-socjalisty. Poza tym, Reaktor37 - zupełnie jak Klasa Pracująca - krzewi idee narodowe, panslawistyczne, proletariackie i antykapitalistyczne.


Robotniczy Front

Inny projekt Adama związany z miniwydawnictwem Gniew Ludzi Pracy. Najciekawszym utworem, promowanym pod szyldem RF, jest „Bydło”, w którym szokujący tekst miesza się z niesamowitymi, syntetycznymi dźwiękami. Kawałek nawiązuje do motywu kapitalisty-tyrana, ale znajdziemy w nim również fragmenty dotyczące życia politycznego („Każda partia wizję już ma, jak rozbudować ten piękny kraj. Zapytaj więc, jaki mają program. Odpowiedź będzie zaskakująco prosta. Dowiesz się sporo o Bogu i etyce, co dobre, a co złe, lecz nic o polityce”). Niezłe jest także nagranie „Antykapitalizm” zawierające ponury podkład muzyczny i rytmiczną melorecytację. Usłyszymy w nim m.in. słowa „Dzięki wam Orzeł jest w koronie. Co z tego, że biedny? Jego kraj tonie”. Bardzo mroczną, klimatyczną, niepokojącą kompozycją jest „Groźba”. Niestety, posiada ona agresywny tekst, który nie wszystkim musi się podobać.


Sztorm68

Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny zespół narodowo-robotniczy. Rok założenia: 1991. Miejsce założenia: Skoczów. Kapela zajmuje się opiewaniem proletariuszy, krytykowaniem polityki Stanów Zjednoczonych, potępianiem ideologii syjonistycznej, wybielaniem postaci Saddama Husajna i tego typu sprawami. Narodowcy oceniają ją bardzo różnie, przede wszystkim dlatego, że ma ona na sumieniu piosenkę “Dziękujemy”.

Utwór ten gloryfikuje stan wojenny, kieruje ciepłe słowa pod adresem jego organizatorów oraz wyszydza prześladowanych opozycjonistów. Co gorsza, w omawianym kawałku ofiary grudnia 1981 roku są obrzucane antysemickimi wyzwiskami. Niektórzy Internauci (użytkownicy serwisu YouTube) przyrównują stworzenie tej piosenki do zdrady narodowej. Stan wojenny to temat bardzo kontrowersyjny, zupełnie jak powstanie warszawskie. Trzeba jednak przyznać, że kompozycja “Dziękujemy” jest niesmaczna i zasługuje na naganę.


Zakończenie

Zespoły, które scharakteryzowałam w niniejszym artykule, to tylko przykłady polskich formacji narodowych. Oprócz nich, istnieją również inne grupy, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. Ich odkrycie i opisanie zostawiam jednak Czytelnikom. Pozdrawiam i dziękuję za lekturę mojego tekstu. Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo poszerzył on wiedzę Odbiorców.


Natalia Julia Nowak,
8-11 sierpnia 2012 r.



Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rysiek, nasz król bluesa

Skazany na bluesa - tymi słowami można określić muzyka-legendę... Ryszard Riedel, gdyby żył, we wrześniu skończyłby 56 lat. Zapewne dalej tworzyłby, to, co kochał. Tworzyłby polskiego bluesa. Dziś możemy jedynie przypomnieć sobie jego niesamowitą twórczość.

  7 września 1956 roku, w szpitalu w Chorzowie przychodzi na świat Rysiek Riedel. Wtedy nikt jeszcze nie wiedział, że niedługo stanie się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej muzyki. Większość swojego życia spędził w Tychach. Tam się wychował, tam rozpoczynał swoją karierę muzyczną, tam chodził do szkoły. Nie pałał miłością do nauki. Swoją edukację zakończył na 7 klasie szkoły podstawowej. Jak się później okazało, szkoła nie była  potrzebna Riedlowi. Chciał rozwijać się w inny sposób. Jego pasją była muzyka.
  Już w pierwszych latach jego życia można było zauważyć, że niewątpliwie posiada on talent oraz charyzmę. Gdy miał 17 lat, dołączył do zespołu Dżem (ówcześnie - Jam). W tej grupie 6 muzyków Rysiek rozpoczął i zakończył swoją karierę. Śpiewał, grał na harmonijce, a także komponował muzykę i pisał poruszające teksty piosenek. Riedel nigdy nie pobierał lekcji śpiewu. Był samoukiem. Jego teksty, przepełnione emocjami, które dotyczyły zwłaszcza jego samego, do dzisiaj przyprawiają fanów o dreszcze. Fenomenem zarówno Ryśka, jak i samego Dżemu, jest to, że po śmierci lidera niektóre fragmenty tekstów, pisane niegdyś z myślą o innych ludziach, stały się utworami o samym Riedlu.

  Ryszard Riedel w krótkim czasie zyskał sławę, miał kochającą żonę, wspaniałe dzieci, jednak nie potrafił odnaleźć czegoś, o czym tak często śpiewał. Rysiek poszukiwał pewnego rodzaju wolności. Niestety, odnajdywał ją tylko w stanie narkotycznego uniesienia. Zastanawiając się, dlaczego sięgnął po heroinę, można wysnuć pewne wnioski. Riedel nie potrafił odnaleźć się w świecie, w którym żył. Potrzebował czegoś innego. Nie interesowała go sława czy pieniądze, nie potrafił zrouzmieć ludzi. Wielu jego przyjaciół twierdzi, że nie nadawał się on do tego świata, że powinien był urodzić się wśród Indian, nie wśród białych twarzy. Być może tak jest, Rysiek bardzo często nawiązywał do kultury indiańskiej, ale dlaczego tak bardzo tego potrzebował? Przecież ludzie tak bardzo chcieliby mieć to, co on. Sławę, rodzinę, fanów, zespół... Jednak jemu nie o to chodziło. On czuł się samotny. Dlaczego szukał rozwiązania w heroinie? Na to pytanie nigdy nie pozna odpowiedzi ktoś, kto nie był uzależniony. Po części odpowiedź możemy znaleźć w jego twórczości. "Najgorzej w życiu to samotnym być...", "Po co mi to wszystko, hotele szpan, rywale, a potem strach, że runie to wszystko...", "Muszę przecież wolnym być, abym mógł przed siebie iść..."  - to tylko niektóre z tekstów pokazujących jego uczucia i słabości. Dziś twórczość Ryśka jest kontynuowana przez zespół, jego utwory wciąż są wykonywane, Riedel jest też patronem festiwalu "Ku przestrodze", który przestrzega fanów przed niebezpieczeństwem, jakim grozi branie narkotyków. Chodź Riedel nie żyje od osiemnastu lat, zespół Dżem wciąż gromadzi na koncertach swoich wiernych fanów, którzy przed występami swojego ulubionego zespołu nie pozwalają zapomnieć o Riedlu, skandując hasła typu: "Rysiek, kochamy Cię!" czy "Rysiek, pamiętamy!". Wszyscy jednak świadomi są tego, że gdyby nie heroina, ich idol nadal by żył, koncertował i tworzył fenomenalne utwory.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

wtorek, 20 sierpnia 2013

Powiedział Nalepie odp...l się

Kiedy byłem…
małym chłopcem, wiedziałem, że będę grał bluesa. Nie śmiałem nawet marzyć, że z Tadeuszem Nalepą. To marzenie spełniło się w 1995 roku.Rozmowa z Tomkiem Bieleckim, harmonijkarzem, laureatem licznych festiwali krajowych i zagranicznych (grał m.in. z Tadeuszem Nalepą, Maleo Reggae Rockers, Houkiem, 2Tm2,3, T. Love).

Dlaczego blues?
Miałem 8 lat, gdy mój ojciec zabrał mnie na koncert Muddy’ego Watersa, w domu było dużo płyt z muzyką bluesową. Moim pierwszym instrumentem była perkusja, jednak ze względu na sąsiadów zamieniłem ją na harmonijkę ustną. I okazało się, że trafiłem w dziesiątkę. Pierwszym zespołem był Blues 66, który współtworzyłem, mając niespełna 17 lat. Wygraliśmy eliminacje do Rawy Blues, gdzie w nagrodę wystąpiliśmy na głównej scenie. Potem zacząłem współpracę z Tadeuszem.
Mistrzu, odp…l się
Na pierwszej próbie przed nagraniem płyty „Flamenco i Blues” w Józefowie bardzo wymagający i srogi Tadeusz kwestionował mój styl gry. Kazał mi powtarzać kawałek utworu 50 tysięcy razy, doprowadzając moją próżność do wrzenia. Ku własnemu zaskoczeniu powiedziałem: „Odp…l się, lepiej nie umiem” i trzasnąłem drzwiami. Tadeusz wysłał za mną Piotrka (Piotr Nalepa, syn Tadeusza, gitarzysta) z wieścią, że mam wracać i grać tak jak umiem. Poczułem się głupio…
Wróciłeś?
Tak, i okazało się, że ten oschły facet stał się nagle łagodny i przyjazny. Nagrałem z nim jeszcze jedną płytę — „Zerwany film”, pojechaliśmy w trasę z Inwazją Mocy. Tadeusz mnie strasznie stresował, z jednej strony mobilizował, a z drugiej sprawiał, że okropnie się spinałem. Była to dla mnie wielka przygoda i nauka pokory. Na koncercie w Stodole graliśmy „Co się stało kwiatom”, utwór, który Tadeusz szczególnie celebrował. Zaczyna się harmonijką. W stresie wziąłem instrument w zupełnie innej tonacji. Po introdukcji zespół wszedł na temat utworu, co zabrzmiało jak pilnik w zębach. Nalepa nie przerwał gry, tylko przez mikrofon powiedział mi: „wyp…laj”. Przy dwóch tysiącach ludzi, nie licząc tych przy odbiornikach. W sumie bardzo pozytywna sprawa z tego wynikła, nauczył mnie szacunku dla odbiorcy i kolegów muzyków. Informację o Jego śmierci przekazał mi Janusz „Kosa” Kosiński, popłakałem się.
Grałeś w teatrach…
W Ateneum w „Cyrano de Bergerac” grałem z  Jankiem Jangą Tomaszewskim, ze spektaklem „Moja mama Janis” Teatru Roma jeździliśmy po całej Polsce. Dobrze to wspominam.
Filmach...
W „Sponie” i „Sposobie na Alcybiadesa” grała moja muzyka, jako aktor wystąpiłem w „Abudibi Abudabi”, zrobiłem też muzykę do tego filmu.
I na festiwalach
Tak, udało mi się w Poznaniu, Mysłowicach, Bydgoszczy, Toruniu, a także w Niemczech, Francji, Holandii, Estonii, Moskwie. Wystąpiłem  też w byłej Jugosławii. Nie tylko blues, nie tylko flamenco… Grałem z wieloma muzykami. W reggae’owym zespole Maleo Reggae Rockers, z Robertem Brylewskim, T. Love, Houkiem, 2Tm2,3, Kostkiem Yoriadisem. W Staromiejskim Domu Kultury do 2002 roku odbywała się super impreza, której gospodarzem był Tadeusz Woźniak, taki Hyde Park dla artystów, lubiłem tam grać, szkoda, że już jej nie ma.
Jesteś też nauczycielem…
Tak, przez pięć lat pracowałem jako instruktor w Domu Kultury Śródmieście, teraz uczę prywatnie. Bardzo lubię patrzeć, jak ci kumaci idą dalej swoją drogą i jak wychodzi im to na dobre.
I saskersem*…
Grałem tu wszędzie, na murku, nad kanałkiem, na drzewie, o różnych porach dnia i nocy. W Salonie 101, kościele, na pogrzebach i na stypach. W barze Fregata obrywałem szmatą od pani Fredzi, która wrzeszczała: „Wynoś się stąd, to jest lokal dla porządnych ludzi”. Jednak właściciel był przychylny muzykom, robiliśmy tam jamy z Jankiem Pęczakiem (T. Love), Arkiem Krupą (Szwagierkolaska), Grzegorzem Rytką (Daab) i wieloma innymi. Zapraszałem też swoich uczniów. Niestety, po śmierci właściciela ta idea upadła. Teraz próbuję ją odrodzić w barze Alpejskim, pierwszy koncert z grupą Zderzenie za nami, zobaczymy, co z tego wyniknie. Jak nie tu, to gdzie indziej, muzyka powinna być wszędzie.
Rozmawiała Dorota Bucholc
* Saskersi — tak mówią o sobie mieszkańcy Saskiej Kępy  

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Nieodkryte perły muzycznych mórz

Kolejna porcja nieznanych, lecz utalentowanych polskich wykonawców. Dziesięć zespołów muzycznych i jeden antykomunistyczny bard. Przeczytaj, posłuchaj, pokochaj.

Od Autorki

Zapraszam Czytelników do lektury mojego najnowszego artykułu, poświęconego mało znanym, ale godnym uwagi wykonawcom muzycznym. Niniejszy tekst jest następcą moich niedawnych publikacji “Usłyszeć głos patriotów”, “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”, “Muzyka narodowa od prawa do lewa”, “Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły” i “Muzyczne oblicza słowiańskości i patriotyzmu”. Składają się na niego prezentacje dziesięciu zespołów i jednego solisty. Charakteryzowane przeze mnie formacje to Ludola, GreenWood, Black Velvet Band, Shannon, Piorun, Światogor, Krępulec, Hefeystos, Strefa Mocnych Wiatrów i Fall. Opisywany solista to Dawid Hallmann (będący także przedstawicielem innych dziedzin sztuki). Pozdrawiam i liczę na pozytywny odbiór mojego tekstu!


Ludola

Neofolkowy zespół muzyczny, który powinien się spodobać amatorom piosenek żołnierskich i miłośnikom patriotycznej poezji śpiewanej. Tworzy spokojne, zazwyczaj poważne kawałki, w których główną rolę odgrywa gitara akustyczna. Teksty utworów traktują o takich sprawach, jak wojna, powstańcze życie, przywiązanie do ojczystej ziemi czy szacunek do poległych żołnierzy. Muzyka grupy nierzadko stanowi ilustrację do wierszy dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych polskich poetów: Marii Konopnickiej, Teofila Lenartowicza, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Twórcy projektu przedstawiają się publiczności jako “ułani z fantazją i wiejskie dziewoje”. Posługując się nazwą Ludola, nawiązują zaś do niemego kowala z dramatu Stanisława Szukalskiego.

Jedną z najlepszych piosenek, nagranych przez uczestników przedsięwzięcia, jest “Dusza Powstańca” (trzeba przyznać, że jej melodia przypomina numer “Honor Legionisty” Horytnicy!). Znakomicie brzmi również kawałek “Gdy Janeczek z wojenki wróci”, który na oficjalnej stronie formacji został zdefiniowany jako “ułańska wersja znanego amerykańskiego utworu, będącego amerykańską wersją znanego irlandzkiego utworu”. Innymi piosenkami, godnymi posłuchania, są “Na Lipę Słowiańską” i “Elegia… (O Chłopcu Polskim)”. Jak nietrudno się domyślić, zawierają one teksty wspomnianych wcześniej autorów - Lenartowicza i Baczyńskiego. Ludola to idealna propozycja dla tych melomanów, którym bliski jest nie tylko podziw dla bohaterskich wojaków, ale także sentyment do słowiańskości. Wypada znać. Nie wypada lekceważyć.


GreenWood

Wolińska kapela, grająca muzykę inspirowaną celtyckim, a właściwie irlandzkim folklorem. Według polskojęzycznej Wikipedii, nazwa zespołu (Zielony Las) nawiązuje do wyspy Wolin, ponieważ dawni Słowianie używali wyrazu “wola” w odniesieniu do lasu. Wymieszanie motywów celtyckich ze słowiańskimi jest widoczne również w tekstach utworów. GreenWood nie waha się bowiem łączyć cudzoziemskich rytmów ze słowami poświęconymi rodzimej historii (“Kołysanka Piastowska”) i mitologii (“Legenda o Smoku Wawelskim”). Czasem grupa inspiruje się twórczością angielskiego pisarza Johna Ronalda Reuela Tolkiena (“Pieśń o Nimrodel” to hymn na cześć żeńskiego elfa z “Władcy Pierścieni”).

Formacja, założona w 2003 roku, doczekała się licznych i znaczących sukcesów: od pozytywnego komentarza na antenie radiowej Trójki, przez występy poza granicami Polski, aż po publikację “Ballady o Czarnej Śmierci” w pewnym gimnazjalnym podręczniku. GreenWood to niewątpliwie utalentowana kapela, którą powinni się zainteresować osłuchani wielbiciele folkowych brzmień. Ale nie tylko oni. Zespół, o którym mowa, może się spodobać wszystkim fanom melodyjnej muzyki. Piosenki Zielonego Lasu są lekkie, pogodne i znakomicie skomponowane, zatem mają szansę podbić serca słuchaczy o wysublimowanych gustach. Czy Czytelnicy niniejszego artykułu znajdą się w ich gronie? Pożyjemy, zobaczymy!


Black Velvet Band

Kolejna, po GreenWood, polska grupa rozmiłowana w klimatach celtyckich. Tej lubelskiej formacji, funkcjonującej od 2008 roku, nie należy mylić z nowozelandzką kapelą The Black Velvet Band, która również sięga po tradycyjne celtyckie dźwięki. Marcin, muzyk zespołu BVB, zapewnia, że nazwa jego grupy pochodzi od starej irlandzkiej pieśni “The Black Velvet Band” (źródło: wywiad opublikowany w portalu internetowym FolkMetal.pl). BVB nagrywa kawałki cięższe i mniej optymistyczne od tych, które tworzy opisany w poprzednich akapitach Zielony Las.

Utwory formacji są melancholijne (w warstwie muzycznej) i refleksyjne (w warstwie tekstowej). Bardzo reprezentatywnymi dziełami kapeli są piosenki zatytułowane “Ze Śmiercią w Kości Gram” i “Jeszcze Raz”. Udowadniają one, że twórczość Black Velvet Band słusznie bywa nazywana “heavy folkiem”. Warto kiedyś usiąść i wsłuchać się w muzykę tego fascynującego lubelskiego zespołu. Czas, poświęcony na poznawanie jego nagrań, z pewnością nie będzie czasem straconym.


Shannon

Grupa z Olsztyna, która - podobnie jak GreenWood i BVB - wykonuje kawałki wzorowane na ludowych rytmach Celtów. W utworach Shannona nierzadko można usłyszeć poezję Roberta Burnsa, osiemnastowiecznego poety, jednego z najwybitniejszych twórców szkockich. Formacja ma na koncie wiele płyt, przy czym jedna z nich stanowi ścieżkę dźwiękową do filmu fabularnego “1409. Afera na zamku Bartenstein”. Ów film to absurdalna komedia historyczna w reżyserii Rafała Buksa i Pawła Czarzastego. Shannon nagrał także własną interpretację znanej szkockiej piosenki o weselu Mhairi/Mairi/Marie.

Na przełomie 2004 i 2005 roku kapela nawiązała bliską współpracę z Ryczącymi Dwudziestkami, czyli bytomskim zespołem wyspecjalizowanym w wykonywaniu szant. Owocem tego mariażu był projekt artystyczny o wdzięcznej nazwie Ryczące Shannon. Zaprzyjaźnione grupy wydały wspólny singiel zatytułowany “Ryczące Shannon Project”. Niestety, od tej pory przedsięwzięcie wydaje się stać w miejscu. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie ono reaktywowane. Bardziej świetlaną przyszłość można wywróżyć samemu Shannonowi, który od 2012 roku pragnie być formacją czysto folkową.


Piorun

Grupa spod znaku neofolku i ambientu. Obecnie działa w Gdańsku, chociaż wcześniej była związana z Chełmem. Utwory tej słowiańsko-pogańskiej formacji brzmią głęboko, metafizycznie, a czasem również monumentalnie i uroczyście. Dużo w nich melorecytacji oraz efektów specjalnych pobudzających człowieczą wyobraźnię. Niekiedy pojawiają się głośne okrzyki typu “Sława!”. Kapela chętnie korzysta z tradycyjnych instrumentów, które upodabniają jej muzykę do autentycznych pieśni ludowych.

Jedynym długogrającym albumem zespołu jest krążek “Stajemy Jak Ojce” z roku 2004. Oprócz niego, grupa zdołała wydać dwie EP-ki (“Wicher w Okowach Nocy”, “Goreją Wici Wojenne”) i płytę nagraną wspólnie ze Starą Pieśnią (“Z Pieśnią na Ustach… Z Mieczem W Dłoni!”). Godnymi wyróżnienia utworami Pioruna są kawałki “Nam Ojczyzny Nie Wydrzecie”, “Biały Rumak Bożyca” i “Do Boju!”. Ciekawie brzmi także “Nadbużański Świt” przywodzący na myśl jakieś radosne, pogańskie święto. Można posłuchać.


Światogor

Rodzimowiercza kapela z Koszalina istniejąca od 2003 roku. Komponowane przez nią piosenki mają charakter black/pagan metalowy, ale zawierają również elementy folkowe i różnego rodzaju urozmaicenia (tętent końskich kopyt, odgłosy bitwy, śpiew ptaków). Z autoprezentacji, opublikowanej na oficjalnej stronie zespołu, wynika, że Światogor nie zalicza się do grup szczęśliwych. Formację od samego początku prześladował pech. Nieudany debiut, utrata sali prób, problemy finansowe, brak czasu, liczne zmiany personalne, trudności ze znalezieniem wydawcy - oto kłopoty, z którymi musiała się borykać kapela. Obecnie Światogor jest zespołem mało znanym, ale posiadającym wierne grono wielbicieli. Miejmy nadzieję, że jego zła passa wkrótce się skończy i że najlepsze dopiero przed nim.


Krępulec

Grupa, której utwory noszą znamiona neofolku, martial industrialu, postindustrialu, muzyki eksperymentalnej i mrocznego ambientu. Dobra propozycja dla ludzi, którzy słuchają takich wykonawców, jak Von Thronstahl, Triarii, a nawet Death in June i NON (Boyd Rice). Dzieła z repertuaru Krępulca są ponure, surowe, hipnotyzujące, monotonne i zdolne do wprawiania odbiorców w specyficzny nastrój. Bardzo rzadko trafiają się utwory mocne, dynamiczne i energetyzujące. Muzyka formacji często jest łączona z fragmentami starych przemówień albo z tradycyjnymi pieśniami wojskowymi. Świetnym nagraniem Krępulca jest niewesoły, spokojny, wprowadzający w trans “Pogrzeb w PRL-u”. Dominuje w nim gitara akustyczna, do której czasem przyłącza się akordeon. Wspaniała kapela, ale nie na każde ucho. Projekt przeznaczony dla osób twardych, lecz niestroniących od filozofowania.


Hefeystos

Zadziwiający, niebanalny i nowatorski zespół, który działał w latach 1994-2000. Twórca romantycznych, emocjonalnych, chwytających za serce kawałków, stanowiących wymieszanie rocka awangardowego z różnymi odmianami metalu (pagan, black, gothic). Ci, którzy lubią liryczne teksty o uczuciach, patetyczną melorecytację, wzruszającą wokalizę, rzewne melodie, tragizm, teatralność i podniosłość, powinni się zapoznać z dokonaniami tej grupy. Reprezentanci subkultury gotyckiej z pewnością docenią mroczną, melodramatyczną, miłosną piosenkę “Głos z Ogrodów Niwy”, którą można postawić w jednym szeregu z “A Rose For The Dead” Theatre of Tragedy. Fani Lacrimosy i Dreams of Sanity zauważą, że w utworze “W Krainie Drzew” wokalista śpiewa niemal tak jak Tilo Wolff w końcówce “The Phantom of the Opera”. Mistrzostwo Polski! Kto nie słuchał, powinien żałować!


Strefa Mocnych Wiatrów

Warszawska formacja wykonująca nietypowy gatunek muzyczny, jakim jest maritime (morski, marynistyczny) rock. Powstała w roku 2004, ale pierwsze CD opublikowała dopiero w 2007. Teksty piosenek, granych przez Strefę, mówią o żeglarzach, o rybakach, o wikingach, o morskich bitwach, o przygodach Robinsona Crusoe etc. Utwory zespołu zawierają liczne nawiązania do mitologii nordyckiej, jednak częściej pojawiają się w nich treści chrześcijańskie w postaci odwołań do Boga, krzyża i modlitwy. Strefa Mocnych Wiatrów to grupa w pełni profesjonalna, gdyż na jej czele stoi doświadczony artysta i mecenas sztuki Dariusz “Grzywa” Wołosewicz. Twórczość SMW ma charakter rozrywkowy, jednak trzeba przyznać, że jest ona dojrzała i przemyślana. Kawałki nie są ostre ani ciężkie, zatem nadawałyby się do emisji radiowej. Krótko mówiąc: kawał porządnej muzyki!


Fall

Bardzo dobra formacja założona w 2008 roku w Olsztynie. Najczęściej jest szufladkowana jako kapela grająca depressive black metal i doom metal, chociaż na jej oficjalnym profilu w serwisie Myspace widnieje opis “Ambient/Down-tempo/Metal”. Nazwa zespołu, pochodząca z języka angielskiego, może oznaczać spadanie, opadanie, wpadanie, ale także jesień (w angielszczyźnie amerykańskiej). Długie, powolne, przytłaczające piosenki przypadną do gustu ludziom, szukającym grobowych brzmień, w których można topić smutki i niepokoje. Nie jest to jednak lek na chwilową chandrę, tylko na dotkliwą, wszechogarniającą, przedłużającą się melancholię. W tej dołującej muzyce da się wyczuć bezsilność, rezygnację, wypalenie i utratę nadziei. Osoby, które stosunkowo niedawno pokonały depresję, powinny trzymać się od niej z daleka. Po co? Żeby uniknąć nawrotu tej strasznej choroby.


Dawid Hallmann

Antykomunistyczny bard nazywający siebie m.in. “muzykiem neofolkowym“, “sługą kontrrewolucji“, “zwolennikiem krajowców wileńskich” i “pokornym uczniem Mistrza Herberta”. Jest również autorem wierszy, twórcą filmów, rzeźbiarzem, grafikiem i uczestnikiem projektu artystycznego TMA. Nagrywa poważne, akustyczne pieśni, w których dominują tematy związane z historią Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. W jego repertuarze znajdziemy utwory o powstaniu warszawskim, zbrodni katyńskiej, martyrologii Żołnierzy Wyklętych, wojnie polsko-bolszewickiej i innych istotnych wydarzeniach. Dzieła Dawida Hallmanna to zdecydowanie propozycja dla ludzi dorosłych: dojrzałych emocjonalnie, doświadczonych życiowo, posiadających odpowiednią wiedzę i rozumiejących problematykę polityczną. Twórczość mądra, ambitna i godna szacunku. Czapki z głów!


Natalia Julia Nowak,
20-25 września 2012 r.


Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

3 rady na temat chwytów gitarowych

Chwyty gitarowe to niezwykle rozległe zagadnienie. Wielka liczba muzyków ma kłopoty z łapaniem ich oraz zgrabnym, ale precyzyjnym zmienianiem. Znam na to łatwe techniki, więc czytaj dalej...

Załóżmy, że teraz opanowujesz chwyty gitarowe dla początkujących lub te bardziej zaawansowane – w jaki sposób będziesz je ćwiczyć, żeby jak najszybciej zobaczyć rezultaty? Potrzebujesz zdać sobie sprawę, że na dobrą grę chwytami składają się dwa elementy: dokładność i szybkość. Każdy z nich domaga się innego ćwiczenia.

To jest jeden z głównych powodów, czemu akordy gitarowe dla dużej części początkujących gitarzystów powiązane są z powykręcanymi palcami i ciągłym wysiłkiem – nie mają sprawnego systemu ćwiczeń.

Kiedy przećwiczysz podstawowe chwyty gitarowe, to będziesz umiał zagrać praktycznie każdy radiowy przebój. Polecam kolejność uczenia się:

1. na początku akordy typu D, A, E, d, a, e
2. potem G, C
3. potem F i B (z poprzeczką)

Oczywiście nie wyczerpuje to zasobu akordów, ale pokazuje, abyś np. nie zaczynał od akordu F, bo będzie dla Ciebie za trudny. Zła kolejność nauki to również jedna z przyczyn tego, że tyle osób ma z tym problem.

Ostatnim elementem, o którym napiszę, jest praktyczne stosowanie poznawanych chwytów. Ucz się prostych piosenek, które wykorzystują poznawane właśnie przez Ciebie chwyty. Dzięki temu będziesz widział efekty i to zachęci Cię do dalszej nauki i w efekcie coraz większych wyników.

Pamiętaj – chwyty gitarowe nie muszą być trudne i zajmować dużo czasu do nauczenia, tylko trzeba wiedzieć jak je prawidłowo ćwiczyć.

Mam nadzieję, że ten krótki artykuł pokazał Ci właściwy sposób i dzięki temu będziesz w najbliższym czasie widział szybką poprawę Twojej gry oraz tego, jak zmieniasz między sobą chwyty.

Pamiętaj, aby przede wszystkim czerpać radość z grania i niegdy nie dać się wciągnąć w "ćwiczenie dla ćwiczenia", bo to nie ma sensu.

Dlatego pójdź w tej chwili do pokoju, weź gitarę, zamknij drzwi i ćwicz! Ćwicznie czyni mistrza... Pamiętaj oczywiście o podanych przeze mnie zasadach, ale one same w sobie nic nie dadzą, jeśli nie wprowadzisz ich w życie.

Jeśli nie wiesz, jakie chwyty powinieneś ćwiczyć, to poszukaj jakiś darmowych tabeli akordów w sieci, wybierz kilka i zacznij pracować.

Potem znajdź łatwe utwory, które opierają się na tych akordach i ćwicz, ile wlezie!

Polecam kawałki sprzed 15 lat znanych polskich zespołów, jak np. Perfect, Lady Punk, T.Love itp. Ich utwory są zazwyczaj stosunkowo łatwe i świetnie nadają się na ćwiczenie.

Gdy już będzie Ci dobrze szło, zacznij grać przed innymi – to całkowicie inne granie niż dla samego siebie. Może to być ognisko ze znajomymi bądź rodziną. To nie ma znaczenia, chodzi o to, aby zagrać przed ludźmi.

Po takim ćwiczeniu powinieneś znacząco polepszyć swoją grę.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Oi! Oi! Oi! Street punk na kilku przykładach

Trochę jak punk, trochę jak skinhead. Chuligaństwo i patriotyzm, alkohol i polityka, przemoc i antykonsumpcjonizm, prostota i brak poprawności politycznej. Jednym słowem: Oi!

Od szczegółu do ogółu

Niniejszy artykuł stanowi prezentację wymienionego w tytule zjawiska kulturalnego. Przedstawiam ten fenomen na przykładzie sześciu polskich grup muzycznych (The Gits, Ramzes & The Hooligans, BTM, All Bandits, Contra Boys i The Sandals). Mój tekst jest kontynuacją kilku wcześniejszych publikacji poświęconych mało znanym wykonawcom z Polski. Mam nadzieję, że z napisanych przeze mnie charakterystyk wyłania się wyraźny obraz analizowanego kierunku w muzyce rozrywkowej. W artykule starałam się spojrzeć na problem wielopłaszczyznowo oraz uwzględnić wszelkie istotne niuanse.

Jestem osobą o poglądach narodowo-lewicowych. Bliski jest mi patriotyzm, eurosceptycyzm i pozytywny nacjonalizm, odrzucam jednak rasizm, szowinizm, ksenofobię, homofobię, transfobię oraz nieuzasadnioną przemoc, zwłaszcza wymierzoną w ludzi niewinnych. Informuję, że NIE identyfikuję się ze wszystkimi treściami zawartymi w nagraniach badanych grup muzycznych (a szczególnie z przekonaniami BTM). Nie mam również na celu ich propagowania.



The Gits (Surowa Generacja)

Lubelski zespół rockowy, którego nie należy mylić z amerykańską formacją punkową noszącą identyczną nazwę. Polska grupa The Gits została założona w 1992 roku, ale wypada odnotować, że przez pierwsze sześć lat funkcjonowała jako Surowa Generacja. Kapela jest reprezentantką nurtu Oi! (pisownia z obowiązkowym wykrzyknikiem na końcu) zwanego również street punkiem, czyli punkiem ulicznym. Muzyka The Gits charakteryzuje się żywym, pogodnym, a jednocześnie drapieżnym i niegrzecznym brzmieniem. Tego typu klimaty są typowe dla Oi!, jednak trzeba przyznać, że twórczość TG pozytywnie się wyróżnia na tle innych polskich zespołów street punkowych. Z pewnością jest ona lepsza od nieskomplikowanego rzępolenia Baranków Bożych (prymitywnej, rasistowskiej formacji z Pomorza).

W tekstach piosenek The Gits można znaleźć elementy humorystyczne, satyryczne, a nawet autoironiczne (“Jeśli chcesz albo nie: brzydkie słowa, brudny dźwięk”). Tematyka utworów obraca się wokół szeroko pojętej codzienności miłośników Oi!. Podmiot liryczny często wspomina o specyficznym ubiorze, niestronieniu od alkoholu, zamiłowaniu do piłki nożnej oraz uczestnictwie w licznych bójkach i zadymach. Jest w tych kawałkach coś chuligańskiego, a zarazem staropolskiego i sarmackiego (“Za tradycję, wolność, historię, za orły, flagi biało-czerwone, bije się do ostatniej kropli krwi, a jak już pić, to pić do dna”). Z drugiej strony, grupa nie waha się opisywać biedy, bezrobocia, niepewności jutra i głębokiego niezadowolenia z panującej sytuacji gospodarczej.

Chociaż street punk uchodzi za nurt apolityczny, w twórczości The Gits wielokrotnie pojawiają się nawiązania do polityki, historii i różnorakich zjawisk społecznych. Światopogląd kapeli jest patriotyczny, antykomunistyczny, antykapitalistyczny i umiarkowanie antyklerykalny. Podmiot liryczny, występujący w piosenkach, wyśmiewa poprawność polityczną oraz krytykuje postulaty środowisk lewicowych. Wrażliwych słuchaczy mogą razić używane przez zespół homofobiczne wyzwiska (“pedały”, “zboczeńcy”, “cioty”, “pederasta“) oraz stwierdzenia typu “hipisi są zbyt głupi”. Nie wszystkim słuchaczom spodoba się także wspomniana wcześniej gloryfikacja przemocy. Cóż, The Gits to formacja związana z subkulturą skinheadowską i nawiązująca do zwyczajów peerelowskich gitowców. Jeśli ktoś chce słuchać tej grupy, musi być przygotowany na odbiór kontrowersyjnych treści.


Ramzes & The Hooligans

Kolejna rockowa kapela, o której warto napisać w niniejszym artykule. Powstała około roku 1987 w śląskiej miejscowości Rydułtowy. Przez ponad dwadzieścia lat działalności zdołała wydać kilka płyt, w tym jedną nagraną razem ze szczecińskim zespołem The Analogs (współpracującym, co ciekawe, z ruchem Muzyka Przeciwko Rasizmowi). Jeśli wierzyć informacjom opublikowanym w serwisie Last FM, wokalista formacji mieszka obecnie w Niemczech i “pracuje jako operator dźwigu na złomowisku”. Emigracja frontmana nie jest dla grupy barierą nie do pokonania, o czym świadczy fakt, że kapela wydała w RFN krążek zatytułowany “We Are Back”. Na terenie Niemiec odbyło się także kilka koncertów omawianego zespołu. Jak widać, polscy artyści spod znaku Oi! potrafią sobie radzić nawet w bardzo trudnych sytuacjach.

W utworach Ramzesa i Hooliganów znajdziemy jeszcze więcej humoru, satyry i autoironii niż w kawałkach znanej nam już formacji The Gits. Piosenki - z reguły szybkie i brzmiące wesoło - odznaczają się błyskotliwymi, zaskakującymi, a przy tym prowokacyjnymi i obrazoburczymi tekstami. Mimo pozornego radykalizmu, przekaz grupy nie jest jednoznaczny. Podmiot liryczny zdecydowanie potępia zarówno komunizm, jak i socjalizm (“Komuniści“, “Grube świnie“). Jednocześnie wykazuje ogromne zainteresowanie proletariatem (“Robotnik”) i popiera ideę robotniczego zrywu (“Walka klas”). Utwory Ramzesa i Hooliganów zawierają krytykę multikulturalizmu i związanej z nim hipokryzji internacjonalistów (“Mówicie, że jesteśmy rasistami. Mówicie, że jesteśmy faszystami. To dlaczego nie dajecie swych córek Arabom, a synów nie żenicie z Murzynkami?”). Czasem w kawałkach kapeli pojawia się tematyka sportowa (“Ważny dzień”, “Naprzód 23 Rydułtowy”) i przestępcza (“Git”, “Kiosk”).

Co do wspomnianej wcześniej prowokacyjności, wypada zwrócić uwagę na piosenkę “Wielkanoc”. Podmiot liryczny wyśmiewa w niej przedświąteczną krzątaninę oraz przedstawia Chrystusa jako naiwnego, nierozsądnego, nadmiernie miłującego ludzkość człowieka. Dosyć szokujący jest też utwór “Arbeit Macht Frei”, w którym padają m.in. słowa “I choć wczoraj przy maszynie jeden stracił rękę, cała reszta dalej śpiewa wesołą piosenkę”. Trudno powiedzieć, czy ten kawałek jest satyrą na socjalizm, czy na kapitalizm. Inne śmiałe nagranie zespołu to “Pogrzeb”. Zaczyna się ono groteskową deklaracją “Zapraszam wszystkich na mój pogrzeb, to będzie bardzo wspaniała impreza”. Twórczość Ramzesa ma więcej wspólnego z punkiem niż z ruchem skinheadowskim. Sama formacja identyfikuje się jednak z obiema subkulturami (“Dla punków i skinów śpiewam dzisiaj”). Dziwne, niecodzienne, skłaniające do refleksji. Nie zaszkodzi poznać i przemyśleć.


BTM

Bardzo stara grupa muzyczna, prawdopodobnie pierwsza kapela skinheadowska, jaka pojawiła się w Kraju nad Wisłą. Narodziła się w latach osiemdziesiątych dwudziestego stulecia, a obecnie ma status absolutnej klasyki i pozycji obowiązkowej dla wielbicieli gatunku. Piosenki BTM są niezwykle proste i rytmiczne, a ich nastrój i warstwa słowna mogą przywodzić na myśl film “Romper Stomper” Geoffreya Wrighta. W utworach zespołu często pojawiają się wzmianki o dumie narodowej, słowiańskiej sile, miłości do Ojczyzny i nienawiści do komunistów. Jest nawet kawałek, w którym podmiot liryczny domaga się od władz państwowych rozszerzenia swobód obywatelskich (“My chcemy mieć prawo wyboru, nie narzucajcie nam, jak mamy żyć“). Nagranie “Wojtek” wyraża zaś żal do Wojciecha Jaruzelskiego i zapowiada zemstę za stan wojenny (“Ty zrobiłeś z nas żebraków, my zrobimy z ciebie psa”).

Niestety, w twórczości opisywanej formacji zdarzają się również elementy rasistowskie i szowinistyczne, przybierające niekiedy formę nawoływania do przemocy. Elementy te mogą zniesmaczać/bulwersować nie tylko słuchaczy mających cudzoziemskie pochodzenie, ale także tych, którzy opowiadają się za bardziej humanitarnym modelem nacjonalizmu. Grupa BTM nie jest godna polecenia. Jej ksenofobiczne wybryki są niedopuszczalne, a melodie i teksty prezentują niski poziom artystyczny. Można jednak posłuchać tego zespołu ze względu na jego ogromne znaczenie dla pewnych środowisk. Niektórzy zainteresowani docenią piosenki BTM jako materiał badawczy, ujawniający poglądy i zwyczaje najstarszego pokolenia polskich skinów. Utwory omawianej formacji doskonale pokazują, jaka była niegdysiejsza społeczność skinheadowska (a przynajmniej jej część). Socjologowie mogliby wyciągnąć z tych kawałków wiele przydatnych wniosków.


All Bandits

Grupa z Dolnego Śląska (ściśle mówiąc: z Lubina) istniejąca od 1999 roku. Oferuje słuchaczom dynamiczne, mocno brzmiące kawałki, w których problematyka narodowo-patriotyczna miesza się z gloryfikacją street punkowego stylu życia. Wysławianie Polski i polskości występuje tutaj obok opisów ulicznych bijatyk i zachęt do spożywania napojów wyskokowych. Podmiot liryczny świetnie sobie radzi zarówno wtedy, gdy opowiada o chuligańskich ekscesach, jak i wtedy, gdy przypomina odbiorcom o polskich bohaterach narodowych. Czasem śpiewa o glanach, tatuażach i łysinie, a czasem o szacunku do rodzimych dziejów, symboli i tradycji. Stereotypowy, wręcz wzorowy skinhead.

Piosenki All Bandits dałoby się podzielić na te wesołe (przedstawiające łobuzerstwo jako beztroską zabawę) i na te poważne (dotykające problematyki historyczno-politycznej). Można odnieść wrażenie, że podmiot liryczny jest typem szlachetnego hultaja, który w razie potrzeby mógłby zaciągnąć się do wojska i oddać życie za Ojczyznę. Twórczość All Bandits bywa przerażająca, na przykład wtedy, gdy pojawiają się w niej opisy kryminalnego podziemia (“Są takie miejsca, gdzie gdy nadchodzi zmierzch, na polowanie rusza krwawych chłopców tłum. Tam ostrze noża nigdy nie chłodzi się, tam słońce nigdy nie wygląda zza chmur”). Fascynujące, ale tylko dla osób twardych i odważnych.


Contra Boys

Wrocławska kapela, przedstawicielka street punku, grająca od 2003 roku. Powstała z inicjatywy Adama Bartnikiewicza, wokalisty i kompozytora, który w latach 1990-2005 dowodził zespołem Konkwista88 (obecnie artysta tworzy muzykę i dźwięki do produkcji telewizyjnych Polsatu). Formacja, jak przystało na grupę spod sztandaru Oi!, nagrywa utwory łatwe w odbiorze i pełne młodzieńczej energii. Teksty mówią o życiu szarych obywateli, a nie o sprawach publicznych, bo - jak słyszymy w jednym z kawałków - podmiot liryczny “nienawidzi polityki”. W piosenkach często trafiają się zapewnienia o przywiązaniu do rodzinnych stron: miasta, dzielnicy, a nawet ulicy. Zdarzają się też opowieści o ponurych zaułkach i przestępczym półświatku (“Podziemne miasto”).

Z kawałków Contra Boys wyłania się obraz życia opartego na zasadzie “kobiety, wino i śpiew”, a właściwie “szlugi, wóda, gołe baby“. Utwory nierzadko mówią o upijaniu się i o przygodach przeżywanych w stanie upojenia alkoholowego (“Dla mnie byłaś piękna“). Bohater nagrań przekonuje, że każda okazja jest dobra do sięgnięcia po alkohol (“Flacha za flachą”). Grupa Contra Boys ma również na koncie piosenki kibicowskie, takie jak “PZPN”, “Motor gol”, “Od kołyski aż po grób” czy “Wszyscy spotkamy się na dworcu”. Przesłanie kapeli zostało zwięźle ujęte w utworze “Dzisiejszy dzień” (“To jest właśnie życia sens, swej młodości naprzód wyjść, nie poddawać bierny się. Trzeba wierzyć, że przed tobą jeszcze mnóstwo pięknych dni”). Nie jest ono ambitne, ale podnosi człowieka na duchu.


The Sandals

Zespół z Poznania powołany do życia w roku 2004. Mocno patriotyczny i rozmiłowany w krajowej (tudzież regionalnej) historii. W jego dorobku znajdziemy kawałki poświęcone takim wydarzeniom, jak poznański czerwiec czy powstanie wielkopolskie. Natkniemy się też na piosenki wychwalające uroki ojczystej ziemi (“Tu jest mój dom”) i wyrażające sentyment do rodzinnego miasta (“Poznań”). Niekiedy usłyszymy o sprawach typowych dla miłośników street punku, a więc o piwie, footballu, barach, imprezach, dziewczynach, bójkach, korzystaniu z życia i cieszeniu się teraźniejszością. Zostaniemy także uświadomieni, że “netowi chuligani” żyją “we śnie, w swoim cyberświecie” i “nigdy się nie dowiedzą, co to jest prawdziwe życie”.

Krytyka pracoholizmu, niechęć do wyścigu szczurów, podkreślanie wartości rodziny i przyjaciół, pogarda dla materializmu i konsumpcjonizmu - te treści również przypłyną do nas z utworów The Sandals. Czy prezentowana formacja nagrywa czasem własne interpretacje cudzych kawałków? Owszem, nagrywa. Poznańska grupa stworzyła cover piosenki “King Bruce Lee Karate Mistrz” wykonywanej w oryginale przez Franka Kimono, czyli Piotra Fronczewskiego. Sparafrazowała też utwór “Yellow And Blue” szwedzkiej kapeli Perkele. W wersji TS kawałek nosi tytuł “White & Red”. Innowacją, zastosowaną w owym coverze, jest fragment “Mazurka Dąbrowskiego” grany na gitarze elektrycznej. Piosenka “White & Red“, chociaż manifestująca polski patriotyzm, jest w pełni anglojęzyczna.


Ciekawostka na zakończenie

W połowie 2012 roku została wydana składanka “Polska gol vol. 2” przygotowana z okazji Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Mężczyzn. Na CD znalazły się piosenki zespołów: Contra Boys, All Bandits, The Gits, The Junkers, The Sandals, Od Jutra, Skunx, I.V.C., Odsiecz, Dewastators, Choirak i Heroi oraz Bachor. Krążek, jak nietrudno się domyślić, ma charakter street punkowy. Oi! Oi! Oi!


Natalia Julia Nowak,
2-5 listopada 2012 r.


Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Zespół weselny? Liczy się image!

Tak jak to się zwykle dzieje, zespół weselny także oceniamy na podstawie pierwszego wrażenia. Jeśli muzycy budzą naszą sympatię, nie odstraszają nieczystym dźwiękiem, prawdopodobnie będziemy nastawieni do nich pozytywnie i zaprosimy ich na własne wesele. Co jednak, jeśli kapela weselna oceniana jest po stronie internetowej?

Podstawą oceny zespołu muzycznego w internecie okazują się być dwa czynniki: wygląd, grafika i funkcjonalność strony oraz zamieszczone próbki utworów. Strona internetowa powinna zatrzymać potencjalnego klienta na jak najdłuższy czas. Można to osiągnąć umieszczając na niej unikalne, ciekawe teksty przydatne dla jej czytelnika. Grafika również ma znaczenie. O wiele bardziej spodoba nam się strona przygotowana przez profesjonalnego grafika niż przez amatora. Powinny być zachowane proporcje poszczególnych elementów strony, dobrana spójna kolorystyka oraz zadbane czcionki i funkcjonalne menu. Nawigacja strony powinna być prosta, intuicyjna.

A co z próbkami utworów? Zespół muzyczny może rozwiązać ten problem na dwa sposoby: skorzystać z możliwości zamieszczenia fragmentów filmów z weseli lub udostępnić nagrania z profesjonalnego studio. Ta druga opcja wiąże się oczywiście z wydatkiem tym wyższym, im gorzej zespół weselny radzi sobie na scenie. Jeśli wokaliści śpiewają czysto i rytmicznie, a muzycy sprawnie grają na swoich instrumentach, obędzie się bez dodatkowej pracy realizatora, a co za tym idzie nadwyżkowych kosztów. Jakość dźwięku na nagraniu studyjnym jest perfekcyjna, o niebo lepsza od amatorskiego nagrania podczas wesela. To robi wrażenie na potencjalnych klientach. Przede wszystkim mogą oni dokładnie wsłuchać się w wykonanie piosenki: docenić barwę głosu wykonawcy, czystość brzmienia i spójność wokalu z instrumentami.

Jeśli zespół weselny to Twój sposób na życie, pamiętaj o jego wizerunku. Liczy się nie tylko to, jak gracie, ale też to, jak widzą was potencjalni klienci. Z psychologicznego punktu widzenia szczery uśmiech i wzbudzenie sympatii zagwarantują wam lepszą pozycję wyjściową w rozmowach z klientami. Poprawna konstrukcja strony internetowej i profesjonalne próbki waszych możliwości również składają się na pozytywny wizerunek zespołu weselnego. Nie możecie o tym zapominać.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

niedziela, 18 sierpnia 2013

Wielkousty Michael Jackson z Port Sunlight

Pete Burns - niegdyś wielka gwiazda, obecnie pośmiewisko opinii publicznej. Zaczął jak Michael Jackson, skończył jak człowiek-słoń. Ideał sięgnął bruku?

Postać (co najmniej) nietuzinkowa

Zazwyczaj piszę o artystach z Polski, ale tym razem zajmę się zespołem muzycznym z ojczyzny Williama Szekspira. I to nie jakimś niszowym, elitarnym, mało znanym, tylko mainstreamowym i mającym za sobą chwile międzynarodowego rozgłosu. Zwrócę uwagę na jego twórczość artystyczną, a także na jednego z członków, który - delikatnie mówiąc - jest postacią nietuzinkową. Cóż, można się nie interesować życiem ludzi z popowego panteonu, ale są takie jednostki, obok których nie da się przejść obojętnie. Czasem pragnienie dowiedzenia się czegoś o jakiejś postaci jest silniejsze od wyznawanej zasady “gardzę głównym nurtem i jego personelem“. Nie pomoże tutaj fakt, że na co dzień odczuwa się potrzebę odkrywania nieznanych muzyków z własnego kraju.


Upiór Estrady

Wielkousty odpowiednik Michaela Jacksona, wymieniony w tytule niniejszego artykułu, zaintrygował nawet mnie, osobę preferującą mocne brzmienia i zaangażowane politycznie teksty. Napiszę więc kilkanaście akapitów o jego dolach i niedolach. Najpierw jednak scharakteryzuję jego formację, która - żeby było ciekawiej - bardzo mi się spodobała pod względem muzycznym. Wypada odnotować, że najpierw usłyszałam sztandarowy przebój tej grupy, a dopiero potem zobaczyłam zdjęcia wielkoustego i poznałam jego burzliwy życiorys. Miałam szczęście. Naprawdę miałam szczęście. Moim zdaniem, liczy się sztuka, nie zaś to, że atrakcyjny niegdyś wykonawca jest dziś Upiorem Opery (a raczej Upiorem Estrady). Dzięki temu, że w pierwszej kolejności zapoznałam się z brzmieniem muzyki, uniknęłam wielu szkodliwych uprzedzeń. Po prostu nie zdążyłam ukierunkować swojego toku myślenia.


Od gotyku do popu

Historia kapeli Dead or Alive (DOA) sięga lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy to w Wielkiej Brytanii funkcjonował zespół Nightmares in Wax, mający cechy post punku i gotyku. Formacja ta - jak podaje Wikipedia - okazała się fundamentem, na którym w 1980 roku wybudowano projekt DOA. Nowopowstała grupa Dead or Alive początkowo kontynuowała dzieło Nightmares in Wax, nagrywając utwory ponure i niekomercyjne. Szybko jednak zmieniła kurs i stała się kapelą mainstreamową, grającą szeroko pojętą muzykę popularną. Zespół DOA zdołał przetrwać ponad trzydzieści lat: oficjalnie zamknął swoją działalność w drugiej połowie 2011 roku. Pozostawił po sobie siedem płyt długogrających, wiele singli, teledysków, składanek i remiksów. Jego największy hit, “You Spin Me Round (Like a Record)”, jest chętnie słuchany aż po dziś dzień.


Podbój świata

Formacja, o której mowa, odniosła sukces nie tylko w Zjednoczonym Królestwie, ale również za granicą. Duże uznanie zdobyła zwłaszcza w Japonii, gdzie dawała koncerty i występowała w telewizji. Dowodem na sławę Dead or Alive jest także fakt, że kawałki tej grupy stały się natchnieniem dla wielu młodszych wykonawców. Własne interpretacje “You Spin Me Round” stworzyli m.in. Danzel i Marylin Manson. Popularność DOA nie powinna dziwić, gdyż grupa ta nagrywała naprawdę przyjemne piosenki - rytmiczne, melodyjne, wpadające w ucho i pozostające tam jeszcze długo po zakończeniu słuchania. Pisząc o twórczości Dead or Alive, trudno nie wspomnieć o wokaliście, obdarzonym dobrym głosem i dużymi umiejętnościami śpiewackimi. Pete Burns, bo o nim mowa, to nie tylko utalentowany artysta, ale również postać barwna i kontrowersyjna. Przyjrzyjmy mu się nieco bliżej.


Androgynia i eksperymenty

Peter Jozzeppi Burns urodził się 5 sierpnia 1959 roku w Port Sunlight. Z pochodzenia jest pół-Anglikiem i pół-Żydem (jego matka, niemiecka Żydówka, wyemigrowała z hitlerowskiej III Rzeszy). Tym, co czyni Burnsa postacią nietypową i wzbudzającą zainteresowanie, jest androgyniczna osobowość - psychika częściowo męska, a częściowo żeńska. W latach osiemdziesiątych Pete manifestował swoją skomplikowaną tożsamość poprzez specyficzny image i nietypowe zachowanie. Prezentował się światu jako słodki, uroczy, zniewieściały chłopaczek albo silna, twarda, charakterna baba z jajami. Potem woda sodowa uderzyła mu do głowy i zaczął eksperymentować ze swoim ciałem, poddając się niepotrzebnym, wyszukanym i ryzykownym operacjom plastycznym. Skończył jak Michael Jackson, a nawet gorzej. Jeden z jego zabiegów, polegający na powiększeniu ust, okazał się absolutną porażką.


Nieudana operacja plastyczna

Podczas operacji Burns zaraził się gronkowcem. Zakażenie zrujnowało jego wygląd i zdrowie, a także doprowadziło go do depresji i myśli samobójczych. Przez osiemnaście miesięcy artysta zmagał się ze skutkami fatalnego zabiegu, wydawał fortunę na leczenie infekcji i operacje rekonstrukcji twarzy. W filmie dokumentalnym “Psychic Therapy with Pete Burns” (“Terapia psychiczna z Petem Burnsem”) wokalista wyznał, że lekarze walczyli nie tylko o uratowanie jego zagrożonych amputacją warg, ale przede wszystkim o ocalenie jego życia. Największą pomoc otrzymał Pete od medyka specjalizującego się w ratowaniu ludzi oszpeconych wskutek choroby nowotworowej. Epizod z gronkowcem niewątpliwie był dla artysty bolesnym doświadczeniem. Można się o tym przekonać, oglądając fragment reportażu “Celebrity Plastic Surgery Gone Too Far” (“Celebryckie operacje plastyczne zaszły za daleko”), w którym Burns mówi, że życzył swojemu chirurgowi plastycznemu śmierci.


Człowiek nieszczęśliwy (cz. 1)

Frontmana Dead or Alive nie da się uznać za człowieka szczęśliwego. W młodości padł on ofiarą gwałtu, był też prześladowany przez rówieśników ze względu na swoją odmienność (androgynię). Z przystojnego, ekstrawaganckiego mężczyzny, jakim był w latach osiemdziesiątych, przeobraził się w indywiduum o męskim ciele, zdeformowanej kobiecej twarzy i gigantycznych, odstających ustach przypominających wargi Claymana, bohatera gry komputerowej “The Neverhood”. Stracił znaczną część majątku zmagając się z konsekwencjami nieudanej operacji plastycznej. Gdyby nie konieczność ratowania własnej twarzy, mógłby przeznaczyć pieniądze na cele charytatywne albo na luksusy godne międzynarodowej gwiazdy.


Człowiek nieszczęśliwy (cz. 2)

Małżeństwo piosenkarza z Lynne Corlett rozpadło się po dwudziestu ośmiu latach pożycia. Późniejszy, dwuletni związek homoseksualny okazał się zaś wielkim rozczarowaniem i nieporozumieniem. Pete kilkakrotnie miał problemy z prawem (nielegalne posiadanie futra z goryla, rękoczyny podczas awantur z partnerem Michaelem Simpsonem). Na domiar złego, został kiedyś zaatakowany w miejscu publicznym przez agresywnego fana. Te wszystkie przykrości, połączone ze stanami depresyjnymi i skłonnościami samobójczymi, czynią życiorys artysty niezwykle ponurym. Jakże groteskowo wygląda smutna biografia zestawiona z cudaczną aparycją bohatera! Dzieje angielskiego muzyka byłyby zabawne, gdyby nie były tragiczne.


Kierunek - telewizja

Kapela DOA wyszła z mody gdzieś tak na przełomie XX i XXI wieku. Znerwicowanemu, ciężko doświadczonemu przez los Burnsowi zaczęło grozić kolejne nieszczęście: odejście w zapomnienie, zniknięcie ze świadomości społecznej. Pete, który widocznie nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, został stałym bywalcem rodzimych stacji telewizyjnych. Wystąpił w wielu miernych programach rozrywkowych, takich jak “Celebrity Big Brother” (“Big Brother sław”), “Wife Swap” (“Zamiana żon”), “The Weakest Link” (“Najsłabsze ogniwo”) czy “This Morning“ (“Tego ranka“ - brytyjski odpowiednik “Dzień dobry TVN“). O wzlotach i upadkach wokalisty rozpisała się prasa brukowa. I tak Burns, który niegdyś był gwiazdą światowego formatu, zamienił się w kogoś pokroju Frytki lub Joli Rutowicz.


Rozpaczliwy krzyk o pomoc

Ogólnokrajowe stacje telewizyjne pokazywały artystę bardzo chętnie, bo to przecież wielka osobliwość: przewrażliwiony facet, posiadający zdeformowaną kobiecą twarz i noszący wyłącznie babskie ubrania. Frontman Dead or Alive doczekał się nawet własnego reality show, w którym organizował casting na osobistego asystenta. Upadek z dużej wysokości, ot co! Angielski muzyk, mimo wszystko, zasługuje na wyrozumiałość i współczucie. Wiadomo, że człowiek jest kowalem własnego losu, a Pete sam sobie wybrał drogę życiową, ale chyba nikt nie chciałby się znaleźć w jego sytuacji. Przedziwne parcie na szkło, prezentowane przez wokalistę w ostatnich latach, nosi znamiona rozpaczliwego krzyku o pomoc. Nieszczęśliwy, mający problemy z samym sobą Burns próbuje zwrócić na siebie uwagę, a media traktują go jak żywe kuriozum, które może zwiększyć oglądalność danego programu. Frustrujące.


Michael i Pete - charakterystyka porównawcza

Istnieje wiele podobieństw między Michaelem Jacksonem a Petem Burnsem. Obaj artyści przyszli na świat pod koniec lat pięćdziesiątych: ten pierwszy w roku 1958, a ten drugi w 1959. Każdy z nich urodził się jako przedstawiciel mniejszości etnicznej (Michael był Afroamerykaninem, Pete miał matkę pochodzenia żydowskiego). W latach osiemdziesiątych opisywani piosenkarze byli gwiazdami, a dwadzieścia lat później stali się pośmiewiskami publiczności. Zarówno Jackson, jak i Burns ulegli oszpeceniu w wyniku częstych wizyt u chirurgów plastycznych. Obydwaj muzycy nabawili się problemów zdrowotnych (Michael zapadł na bielactwo nabyte, Pete zaraził się gronkowcem). Jackson miał kłopoty z nosem, a Burns z ustami. Królowi Popu zarzucano, że zmienił kolor skóry, bo nie akceptował swojej rasy. Naturalnie, była to nieprawda. O Pecie krążą plotki, że poddał się korekcie płci, chociaż jest to wierutne kłamstwo (Burns nigdy nie deklarował, że czuje się “nią”. W autoprezentacji, przygotowanej na potrzeby “Big Brothera”, tłumaczył, że nie chce być kobietą, tylko próbuje kobieco wyglądać. Pete, wbrew pozorom, nadal postrzega siebie jako mężczyznę). Michael był zmuszony chodzić w masce, a ten drugi ukrywa swoją zniszczoną twarz pod grubą warstwą makijażu. Zadziwiająca zbieżność ludzkich losów.


Obraz Burnsa w polskich mediach

Postanowiłam sprawdzić, jak o wokaliście Dead or Alive pisze się obecnie w polskojęzycznych mediach internetowych. Przeprowadziłam małe badanie, polegające na analizie dwudziestu stosunkowo nowych (lata 2011-2012) artykułów ze wzmiankami o tym artyście. Okazało się, że siedemnaście tekstów przedstawiało celebrytę w świetle jego odpychającej powierzchowności, dwa mówiły o przekraczaniu przez niego norm genderowych, a jeden opisywał go jako “upadłą gwiazdę lat osiemdziesiątych”. Myślę, że nie wymaga to obszernego komentarza. Dla polskich mediów Pete Burns jest “dziwakiem”, “dziwadłem”, “oryginałem”, “żabą”, “straszydłem” “kreaturą”, “potworem”, “maszkarą”, “bestią”, “monstrum”, “przerysowaną eksgwiazdą”, “karykaturą człowieka”, “największym koszmarem chirurgii plastycznej” i “straszakiem dla niegrzecznych dzieci”. Wymienione epitety to autentyczne cytaty ze znalezionych przeze mnie artykułów. Dziennikarze robią z piosenkarza chodzącą sensację, lekceważą zaś jego liczne osiągnięcia i niemały talent wokalny. Obraz Burnsa w polskich mediach jest zdecydowanie negatywny. Czy to na pewno słuszne i sprawiedliwe?


Wydobyć muzykę z lamusa

Szkoda, że tak rzadko pisze się o tym człowieku jako o zapomnianej gwieździe sprzed dwudziestu lat, a o utworach DOA - jako o starych przebojach, które warto wydobyć z lamusa. Jak już napisałam, kawałki Dead or Alive są całkiem miłe dla ucha. Brzmią one znacznie lepiej od współczesnych hitów, które często są pozbawione chwytliwej melodii i zniewalającego rytmu. “You Spin Me Round (Like a Record)” to piosenka nad wyraz uzależniająca, którą dałoby się słuchać przez kilka godzin bez przerwy. “Something In My House”, “In Too Deep”, “My Heart Goes Bang”, “Brand New Lover”, “Lover Come Back To Me” i “Come Home (With Me Baby)” to również utwory udane i godne polecenia. Nie są to, oczywiście, arcydzieła, ale bez wątpienia mogą dostarczyć odbiorcy odrobinę rozrywki. Tak, tak - kawałki Dead or Alive są przeznaczone do tańca, a nie do różańca. Ciekawą sprawą jest to, że kiedy ich słuchałam, odnosiłam wrażenie, iż skądś już je znam. Być może słyszałam je kiedyś w radiu, telewizji lub na jakiejś imprezie masowej. Albo po prostu padłam ofiarą zjawiska deja entendu (z franc. już słyszane).


Człowiek-słoń XXI wieku

Zarówno w polskich, jak i w zagranicznych mediach opowiada się o karierze Petera Jozzeppiego Burnsa jak o czymś przeszłym, zakończonym, pogrzebanym. Jak o czymś, co było, minęło i nigdy nie wróci. Wokalista Dead or Alive nie ma już statusu megagwiazdy, jest raczej pokazywany jako cudak, na którym można sporo zarobić. Przepraszam za porównanie, ale przypomina mi się przypadek dziewiętnastowiecznego człowieka-słonia. Media i ich odbiorcy często naśmiewają się z przerażającej, wynaturzonej aparycji Burnsa. Moim zdaniem, jest to nieetyczne, zupełnie jak wyszydzanie osoby chorej. Pamiętajmy: Pete zaraził się gronkowcem, lekarze w pierwszej kolejności walczyli o uratowanie jego życia, a dopiero w drugiej o ocalenie jego urody. Poszkodowany cierpiał fizycznie i psychicznie, zapadł na depresję, chciał popełnić samobójstwo, wydał na leczenie “większość swoich życiowych oszczędności“ (źródło: angielskojęzyczna Wikipedia). Otrzymał od losu bardzo dużo, a potem to wszystko stracił niczym biblijny Hiob.


Dajmy mu już spokój!

To nie jest śmieszne, nawet w kontekście faktu, że artysta zaczął uczestniczyć w idiotycznych programach telewizyjnych. Inna kwestia, że całej tej tragedii można było zapobiec. Burns nie doświadczyłby tych wszystkich nieszczęść, gdyby był człowiekiem z głową na karku, a nie pustym narcyzem, rozpuszczonym megalomanem i lekkomyślnym karierowiczem. Mówi się, że za głupotę (w tym przypadku - próżność) trzeba płacić. Frontman DOA faktycznie poniósł za swoje postępowanie dotkliwą i odstraszającą karę. Tyle mu wystarczy, nie musimy mu dokładać przykrości. Nie patrzmy na to, jak on teraz wygląda i jak rozpaczliwie próbuje nam zasygnalizować swoje istnienie. Słuchajmy jego największych przebojów, oglądajmy stare teledyski, podziwiajmy piękne zdjęcia z lat osiemdziesiątych. Bo właśnie to, drodzy Państwo, jest najistotniejsze.


Natalia Julia Nowak,
19-23 listopada 2012 r.



PS. Refleksja po zakończeniu pisania: chyba nie ma nic gorszego od starych “dinozaurów”, które kiedyś były wielkimi gwiazdami, a teraz za wszelką cenę próbują odzyskać popularność. Ci ludzie są sfrustrowani, bo nadal mają wielkie ambicje, ale brakuje im tego, co w show-biznesie najważniejsze: młodości, urody, zdrowia i energii. Przedstawiciele starszego pokolenia często próbują przypodobać się młodzieży, co w wielu przypadkach daje żałosny/komiczny efekt (przykład: opisany w powyższym artykule Pete Burns).

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Historia paryskiej grupy hip-hopowej Suprême NTM

Hip-hop narodził się w nowojorskich dzielnicach zamieszkałych przez czarnoskórą ludność, lecz szybko zdobył zainteresowanie również w innych krajach świata. W Europie najszybciej rozwinął się we Francji, a jedną z kultowych grup pochodzących z tego kraju jest paryski zespół Suprême NTM.

Początek lat 80. XX w. w Europie Zachodniej to czas, kiedy styl taneczny breakdance zdobył ogromne zainteresowanie wśród młodzieży. Właśnie w tym okresie, a dokładniej w 1983 r., zaczyna się historia grupy Suprême NTM. Wówczas to m.in. dwaj mieszkańcy dzielnicy Saint-Seine-Denis, wchodzącej w skład paryskiej aglomeracji, zainteresowali się żywo wspomnianym stylem tanecznym breakdance. Nazwiska owych mieszkańców to Didier Morville i Bruno Lopès, aczkolwiek szerzej są oni znani pod swymi pseudonimami – odpowiednio Joey Starr i Kool Shen.
Historia_paryskiej_grupy_hip
Morville i Lopès oprócz tanecznych treningów z czasem zaczęli uprawiać także inne formy tzw. ulicznej sztuki. Z czasem dołączyli oni do jednej z największych w latach 80. minionego wieku grup malujących graffiti, jednakże nasilenie się policyjnych represji oraz nałożenie wysokich kar grzywny na niektórych z członków wspomnianej grupy skłoniło ich do rozpoczęcia kariery muzycznej. Hip-hop pod koniec lat 80. zdobywał we Francji coraz większe zainteresowanie odbiorców, zwłaszcza wśród przedstawicieli mniejszości etnicznych oraz mieszkańców najbiedniejszych dzielnic wielkich miast. Warto zaznaczyć, że dzielnica zamieszkiwana przez przyszłych twórców grupy Suprême NTM, czyli Seine-Saint-Denis, była wówczas jednym z najbiedniejszych dystryktów Paryża.
Po raz pierwszy Morville i Lopès w roli raperów pojawili się w hip-hopowej audycji paryskiego radia Nova. Był wtedy rok 1989, a francuska publika prawdopodobnie nie spotkała się jeszcze z tak ostrym i niepokornym względem powszechnie przyjętego porządku społecznego przekazem. Szokiem było już samo rozwinięcie skrótu NTM, stanowiącego część nazwy zespołu. Wspomniany skrót należy bowiem rozszyfrować jako „Nique Ta Mère”, co po francusku znaczy ni mniej ni więcej, jak „J…ć twoją matkę”. Nie trzeba dodawać, że niniejsze słowa, wypowiedziane na żywo na radiowej antenie, wywołały niemałe poruszenie… Nonkonformistyczne nastawienie do rzeczywistości, krytyka władz ignorujących problemy francuskich mniejszości etnicznych oraz mieszkańców dzielnic biedy, a także oryginalne style wokalne przypadły jednakże do gustu ludziom, którzy dorastali w podobnych warunkach jak członkowie grupy Suprême NTM, co otworzyło Morville’owi i Lopèsowi drogę do podpisania kontraktu z wytwórnią muzyczną Epic Records.
W 1991 r. ukazał się nakładem nadmienionej wytwórni pierwszy album zespołu, zatytułowany Authéntik. Spotkał się on z raczej niezbyt przychylnym nastawieniem krytyków muzycznych, lecz jednocześnie popularność grupy wśród przedstawicieli paryskich nizin społecznych wzrosła niebotycznie. Pozwoliło to zespołowi Suprême NTM pójść za ciosem i po relatywnie krótkiej trasie koncertowej rozpocząć pracę nad kolejnym albumem. Dwa lata po debiucie wytwórnia Epic Records wydała na światło dzienne drugą płytę zespołu, zatytułowaną 1993… J’appuie sur la gachette („1993… Naciskam spust”). Na niniejszym albumie grupa zaprezentowała o wiele bardziej dojrzałą postawę, a sporo utworów stanowiło swoisty komentarz do sytuacji społeczno-ekonomicznej Francji, włączając w to ostrą krytykę francuskiej sceny politycznej oraz uległych wobec władz zachowań. Tym razem nie tylko przedstawiciele biednych dzielnic docenili pracę zespołu – również niektórzy krytycy, a także zwykli Francuzi zaczęli przychylniej patrzeć na twórczość Suprême NTM. Niemniej jednak tytułowy singiel pochodzący z opisywanej płyty został wycofany z emisji w większości francuskich stacji telewizyjnych, albowiem przedstawiał scenę samobójstwa. Kolejny singiel pod tytułem La Police w niewybrednych słowach natomiast krytykował pracę paryskiej policji. Skandal związany z niniejszym utworem zakończył się nawet sprawą w sądzie, którą policja wytoczyła zespołowi – nadmieniona sprawa zakończyła się jednakże zwycięstwem raperów, którym oddalono zarzuty z tytułu obrazy instytucji pożytku publicznego. Mimo tego większość francuskich stacji radiowych zdecydowała się na bojkot nagrań zespołu.
Kolejny album, zatytułowany Paris sous les bombes („Paryż pod bombami”) oraz wydany w roku 1995 nakładem tej samej wytwórni, przyniósł grupie największą popularność. Znacznej modyfikacji uległa na nim bowiem produkcja muzyczna, stając się bardziej nowoczesną oraz odzwierciedlającą modne wówczas w amerykańskim rapie trendy. Pod względem przekazu zmieniło się jednakże niewiele, co pośród największych fanów zespołu utwierdziło przekonanie, iż muzyka Suprême NTM jest autentyczna, a sami wykonawcy faktycznie wierni są głoszonym przez siebie ideałom (co dali zresztą po sobie poznać również za sprawą haseł głoszonych na koncertach oraz występów w mediach). Albumową dyskografię grupy zamyka natomiast wydana w 1998 r., również nakładem Epic Records, płyta zatytułowana po prostu Suprême NTM. Została ona równie przychylnie przyjęta przez publikę, co poprzednie wydawnictwo, i okazała się godnym następcą przełomowego w karierze grupy albumu. Po niniejszym wydawnictwie w ramach oficjalnej dyskografii grupy ukazały się jeszcze dwie płyty koncertowe oraz cztery EP-ki tworzące cykl Le Clash, z których następnie utworzono składankę zawierającą najlepsze zdaniem członków zespołu utwory, opublikowane wcześniej na wspomnianych EP-kach.
Suprême NTM to zespół znany z silnego sprzeciwu względem społecznego wykluczenia oraz wbrew pozorom powszechnego w niektórych środowiskach Francji rasizmu. Joey Starr, który zresztą jest czarnoskóry, oraz Kool Shen wychowywali się bowiem w dzielnicy pełnej przemocy, gdzie handel narkotykami, rozboje oraz morderstwa były na porządku dziennym. Za sprawą swojej sztuki pragnęli w bezceremonialny sposób zwrócić uwagę na problemy mieszkańców paryskich dzielnic biedy, a także pokazać, że z ludźmi ich pokroju należy się liczyć. Dość często w swych utworach krytykowali prawicowych polityków, spośród których najbardziej znienawidzoną przez nich postacią był dawny lider skrajnie prawicowej partii politycznej o nazwie Front Narodowy, Jean-Marie Le Pen. Poza opisanym skandalem związanym z singlem La Police, w 1995 r. na jednym z koncertów członkowie grupy po raz kolejny wulgarnie skrytykowali francuską policję. W tym wypadku jednakże sąd skazał ich na karę sześciu miesięcy więzienia, która została zamieniona na rozprawie apelacyjnej na dwa miesiące więzienia oraz 50 tys. franków grzywny. Fakt ten przysporzył jednakże grupie jeszcze większe zainteresowanie.
Z czasem Kool Shen i Joey Starr zaczęli kroczyć własnymi ścieżkami, rozpoczynając kariery solowe. Nie przyniosły one im równie wielkiej sławy, jak twórczość realizowana w ramach projektu Suprême NTM. Warto zaznaczyć, że Joey Starr, a więc Didier Morville, brał także udział w kilku skandalach niezwiązanych ze swoją działalnością muzyczną. W 1998 r. został on skazany przez sąd i zamknięty na kilka miesięcy w więzieniu za bójkę na pokładzie samolotu. Rok później powrócił za kratki za zaatakowanie swojej byłej dziewczyny, a na wolność wyszedł dopiero w roku 2002. Nie był to jednakże koniec jego problemów z prawem – w roku 2009 Morville został skazany na karę sześciu miesięcy więzienia za czynną napaść na trójkę ludzi oraz zniszczenie ich samochodu za pomocą siekiery. Raper przed sądem tłumaczył się, że w chwili popełniania przestępstwa był pod wpływem narkotyków i nie panował nad swoim zachowaniem.
Mimo licznych kontrowersji i konfliktów z prawem, zespół Suprême NTM uważany jest powszechnie za jedną z najważniejszych grup w historii francuskiego hip-hopu. W Paryżu jego status jest wręcz legendarny, zaś sami raperzy darzeni są w dalszym ciągu szacunkiem przez obecnych kontynuatorów ich dzieła. W Polsce nagrania grupy nie były dostępne w oficjalnej dystrybucji, niemniej jednak osoby zainteresowane z zapoznaniem się z twórczością opisywanego duetu bez problemu mogą nabyć ich albumy w zagranicznych sklepach z muzyką.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Jak zacząć tworzyć dubstep?

Gdy już wybrałeś odpowiedni dla siebie program, w którym będziesz produkował swoją muzykę, musisz nauczyć się jego obsługi. Nie zaczynaj od pisania na forach, jak zrobić daną rzecz w Twoim programie, bo i tak niczego konkretnego się nie dowiesz. Na większości tych for piszą ludzie z niewiele większą wiedzą od Ciebie.

Jak zacząć tworzyć własną muzykę ? 2
Koniecznie zacznij od przeczytania instrukcji obsługi - jest to bardzo często ignorowana czynność przez początkujących producentów. Jest to naprawdę jedna z podstawowych rzeczy, którą należy wykonać przed przystąpieniem do jakiejkolwiek pracy. Na początku bardzo ważna będzie znajomość interfejsu oprogramowania, żeby wiedzieć co i gdzie możemy znaleźć w naszym softwarze.
CO ROBIC PO PRZECZYTANIU INSTRUKCJI?
Zacząć pracować i nie zrażać się, że nic nam nie wychodzi. Nie przejmuj się, że nie potrafisz zrobić takiego utworu jak Twój ulubiony producent. Pamiętaj, wina nie leży w sprzęcie/oprogramowaniu, tylko w Twojej wiedzy i doświadczeniu.
Jak zacząć tworzyć własną muzykę
Na YouTube jest bardzo wiele tutoriali np. kanał LiveAct, które pokazują krok po kroku jak uzyskać zamierzony efekt. Początkowo skup się na budowaniu prostych i krótkich beatów. Zacznij od ułożenia prostej perkusji, dodaj do tego linię basu, ułóż prostą linię melodyczną. Mogą to być naprawdę proste beaty. Ważne jest to, abyś nabrał odpowiedniego obycia z programem i stopniowo uczył się  jego obsługi. Samo przeczytanie instrukcji obsługi i oglądanie masy tutoriali nie zrobi z Ciebie świetnego producenta. Może to być tylko wstęp, punkt zaczepienia na samym początku twojej drogi do stania się wspaniałym producentem.
Pamiętaj, jeżeli jesteś początkujący, nie inwestuj wielkich sum w sprzęt, niewiele on pomoże. Sprzęt nie robi sam muzyki! Hardware zacznij kupować, jak będziesz bardziej świadomy tego, czego potrzebujesz w swoim domowym studio.
TEORIA MUZYKI
Pewnie myślałeś, że gdy będziesz robił muzykę używając do tego komputera, nie będziesz musiał znać teorii muzyki. To jesteś w wielkim błędzie. Zgodzę się z tym, że nie musisz umieć grać na żadnym instrumencie, jednak warto zainwestować swój czas, by nauczyć się grać chociażby na klawiszach. Wracając do teorii muzyki nie chodzi tu o studiowanie opasłych tomów książek akademickich. Nie musisz być drugim Chopinem albo Pendereckim. Chodzi tu o podstawową wiedze na temat muzyki (skale, budowa akordów, harmonie, aranżacja itp.). Jest to sprawa nie do ominięcia, jeżeli chcesz budować naprawdę świetne utwory. Dlatego warto uczyć się grać na jakimś instrumencie - wtedy łatwiej jest przyswoić tę wiedzę.
ENGLISH POLISH
Pewnie zastanawiasz się, po co znajomość angielskiego. W szkole pewnie mało uważałeś na lekcjach. W produkcji muzyki znajomość angielskiego poszerza nasze możliwości, ponieważ materiałów w naszym ojczystym języku jest bardzo mało i wystarczą tylko na samym początku naszej drogi. Materiałów w języku angielskim jest bardzo dużo, zarówno dla początkujących, jak i dla zaawansowanych. Jest bardzo wiele darmowych materiałów w postaci e-booków, video tutoriali i blogów. Dlatego ucz się angielskiego, jeżeli chcesz być naprawdę dobry.
WNIOSKI:
Ucz się, ucz się i jeszcze raz ucz się i rozwijaj swoją pasję. Nie ma złotych metod na zostanie świetnym producentem.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

sobota, 17 sierpnia 2013

Jak zacząć tworzyć własną muzykę?

Często na różnych forach internetowych widzę posty z pytaniami typu: „Jaki program najlepszy do dubstepu/trance/hip-hopu”,„Jaki sprzęt kupić do robienia bitów”. Są to pytania zadawane przez osoby, które chciałyby zacząć tworzyć własną muzykę, a nie wiedzą, od czego mają zacząć.

Dlatego postanowiłem odpowiedzieć na najczęściej zadawane pytania i opisać krok po kroku, od czego zacząć, by kiedyś zostać gwiazdą muzyki.
1. CHCĘ ZACZĄĆ ROBIĆ DUBSTEP/TECHNO/HIP-HOP ITD. JAKI PROGRAM JEST NAJLEPSZY?
Odpowiedź brzmi: nie ma programu, który nadaje się tylko do jednego gatunku myzycznego. Za pomocą każdej stacji roboczej można stowrzyć taką samą muzykę, liczą się tylko umiejętności i kreatywność. Możliwości programu są zależne od naszych umiejętności i doświadczenia. Ciężko jest obiektywnie ocenić, który program jest najlepszy.
Właściwie do czego służy stacja robocza (Digital Audio Workstation – DAW)?
Jest to program, który jest swojego rodzaju centrum dowodzenia podczas procesu tworzenia muzyki. Służy on do nagrywania, edytowania, miksowania i aranżowania naszych utworów. Na rynku jest bardzo dużo programów tego typu. Najlepszym sposobem wybrania odpowiedniego dla siebie programu jest przetestowanie kilku. Podczas podejmowania wyboru nie należy kierować się popularnością. Należy zwrócić uwagę na to, czy program jest dla nas przejrzysty i czy z łatwością się w nim odnajdujemy. Większość czołowych programów można pobrać w wersji testowej lub demo. Najpopularniejsze to: Ableton, FL Studio, Cubase, Reason, Sonar, Logic Pro, Pro Tools, Reaper. Istnieją też darmowe np: LMMS, Ardour, MusE.
Więcej na temat oprogramowania DAW w artykule: Przegląd Oprogramowania DAW.
Po wybraniu i zainstalowaniu odpowiedniego programu warto sciągnąć sterownik do karty dźwiękowej – ASIO4ALL, poprawi on wydajność Twojej karty dźwiękowej i zmniejszy opóźnienia (latency).
faq-big_2808d8697a77842de2ad964c46460b5e-e1349215282533
2. JESTEM POCZĄTKUJĄCY, JAKICH WTYCZEK VST POTRZEBUJĘ DO ROBIENIA DUBSTEPU ETC.?
Wtyczki VST są to programy takie jak: wirtualne syntezatory lub efekty. Do działania tych wtyczek potrzebne są hosty – stacje robocze DAW. Wtyczki często są odpowiednikami sprzętowych efektów studyjnych lub syntezatorów. Na rynku istnieje wiele komercyjnych i darmowych wtyczek VST.
Odpowiedż: Nie ma jednej jedynej wtyczki, która jest przeznaczona tylko do jednego gatunku muzycznego. Oczywiście są lepsze i gorsze, i takie, które lepiej nadają się do uzyskania danego brzmienia. Jednak gdy posiada się duże umiejętności w zakresie obsługi danej wtyczki, można uzyskać praktycznie każde brzmienie.
Z tego wynika, że nie ma sensu ściąganie/kupowanie miliona różnych „najlepszych” wtyczek, ponieważ same wtyczki nie zrobią za nas świetnej muzyki. Lepiej jest skupić się na dwóch-trzech syntezatorach/efektach i nauczyć się ich obsługi do perfekcji. Z biegiem czasu zauważysz, że każdy typ syntezatorów/efektów działa na tej samej zasadzie. Dlatego ostrzegam przed obładowaniem się milionem wtyczek. Utrudnia to tylko pracę, zamiast tworzyć muzykę, tracimy czas na wybieraniu wtyczek i ustawianiu ich na ślepo.
WNIOSKI:
Pamiętaj, nawet najlepsze wtyczki i programy nie zrobią z Ciebie najlepszego producenta. Są to tylko narzędzia ułatwiające pracę, tylko i wyłącznie wtedy, gdy umiemy je odpowiednio wykorzystać. Na starcie lepiej posiadać po jednym programie/wtyczce danego rodzaju.

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.

Fun Page